Blog powstał w I 2005 r. Od 7 XI 2005 r. do 7 X 2006 r. pisany z Dublina. Obecnie pisany z Warszawy.
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
* MOJE BLOGI / PROFILE NA FB / TEKSTY NA PORTALU CEL:
BIBLIA:
DUCH ŚWIĘTY DZISIAJ / HOLY SPIRIT TODAY
IRLANDZKIE:
KOŚCIOŁY / SŁUŻBY:
MODLITWA
NAWRÓCENIE
*STRONY P.
UZDROWIENIE
UZDROWIENIE c.d.
ZBAWIENIE
ZNAJOMI ON-LINE
ŻYCIE Z BOGIEM

Skopiuj CSS

UZDROWIENIE

środa, 11 listopada 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
niedziela, 03 sierpnia 2014

Chciałabym, abyśmy zauważyli, że uzdrowienia pod naszymi rękami nie oczekują na specjalną oprawę, porę czy miejsce. Mamy iść uzdrawiać chorych niejako z marszu i ja, w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, tak właśnie wtedy zrobiłam.

Moja Teściowa w marcu tego roku zachorowała na bezobjawowe zapalenie płuc (tak to określano) oporne na trzy różne antybiotyki. Nie mogła, mimo skierowania na cito, iść do szpitala ze względu na swojego męża, który właśnie ze szpitala wrócił. W tym czasie miała zrobione trzy prześwietlenia płuc. Pod koniec kwietnia odczytano jej wynik.

Modliłam się o Mamę na początku kwietnia. Było to o tyle zabawne, że w tym czasie mąż z synkiem czekali na mnie w samochodzie, a ja, czując wyraźnie, że mam osobiście o Mamę się pomodlić, poszłam do domu Teściów dosłownie na 15 minut i wróciłam do samochodu.

Chciałabym, abyśmy zauważyli, że uzdrowienia pod naszymi rękami nie oczekują na specjalną oprawę, porę czy miejsce. Mamy iść uzdrawiać chorych niejako z marszu i ja, w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, tak właśnie wtedy zrobiłam.

W trakcie modlitwy, Mama poczuła ciepło w chorym płucu i przemieszczenie w zdrowym. Płuca teraz są czyste, a miały widoczny na prześwietleniu okrągły, cienisty ślad, który kwalifikował Mamę na cito do szpitala specjalistycznego w Otwocku. Specjaliści mówili Mamie, że coś takiego może się utrzymywać do 6-8 tygodni po zapaleniu płuc, ale tak naprawdę sami nie wiedzieli, co to jest i czy to nie jest zmiana nowotworowa. Inny lekarz zauważył, że ta dziwna zmiana w płucu była już widoczna na prześwietleniu z 2007 roku, a teraz, na ostatnim prześwietleniu, prawie jej nie ma.

Gdy modliłam się o moją Mamę, opowiedziałam jej najpierw o tym, co kilka dni wcześniej działo się na spotkaniu Kościoła Ulicznego, w którym brałam udział. Opowiedziałam właśnie o uzdrowieniu płuc bezdomnego Pana, który publicznie złożył potem świadectwo, mówiąc że Pan Jezus przechadza się pośród nas; a także o uzdrowieniu wzroku Pana Stasia. Była bardzo poruszona, a jej serce było gotowe, by poddać się Bożemu działaniu.

Dzielmy się z innymi swoimi świadectwami – zawsze! Niech jedno pracuje na kolejne i niech Bóg odbiera sobie z nich należną Mu chwałę!
Co ciekawe – Mama ostatecznie dotarła do szpitala w Otwocku w maju, ale tylko po to, by po licznych specjalistycznych badaniach usłyszeć potwierdzenie, że w płucach nic nie ma!

Dziękuję Ci, Jezu, że jesteś żywym i prawdziwym Bogiem! Za to że Twoja Ofiara na krzyżu jest wystarczająca dla każdego z nas i że Ty wziąłeś na krzyż także nasze choroby i cierpienia! Dziękuję Ci, Boże, że Ty użyjesz każdych rąk i każdego serca, by nieść Twoje życie do zagubionych! Amen!

---

Moje świadectwo zamieszczone na:

http://www.portalcel.pl/posluszni-duchowi-swiadectwo-uzdrowienia/

17:11, emi_grise , UZDROWIENIE
Link

Wspaniałe i fascynujące jest to, że wystarczy nasze małe: „tak”, „chcę” i „wykonuję”, a Bóg uczyni z tego CUDowną, ponadnaturalną, zaskakującą i nieprzewidywalną resztę!

Kilka miesięcy temu, idąc za głosem Ducha Świętego, zaczęłam modlić się o uzdrowienie, ale także o zbawienie innych. Gdy tylko pozwoliłam dojść do głosu temu pragnieniu mojego serca, Bóg dał mi tak niesamowite przyspieszenie jeśli chodzi o poznanie, doświadczanie i możliwości uczenia się od innych, że od tego momentu moje życie nigdy już nie będzie takie samo.

Pierwsze uzdrowienia zaczęły dotykać osób z mojej najbliższej rodziny i mnie samej. Potem zaczęłam modlić się o innych – poza domem – na spotkaniach Kościoła Ulicznego w Warszawie – w Namiocie Uzdrowienia.

Chciałabym podzielić się jednym, szczególnym świadectwem tego, co miało miejsce 2 kwietnia tego rok. Mam przekonanie, że Bóg chce nam wszystkim coś ciekawego przez nie powiedzieć.

Było to moje 8 spotkanie Kościoła Ulicznego, na którym modliłam się o innych. Wiele osób w tym czasie przyjęło Jezusa jako Pana i Zbawiciela, wiele też usłyszało Ewangelię czy po prostu świadectwa uzdrowień, które miały miejsce w życiu moim (uzdrowienie kręgosłupa), czy moich najbliższych (bóle nóg, głowy, brzucha, zatok).

Pod koniec spotkania Kościoła Ulicznego podeszłam do Pana, który okazał się być bezdomnym, ale już nawróconym i który stanął niedaleko Namiotu Uzdrowienia. Przyjął Pana Jezusa do swojego serca kilka tygodni wcześniej na spotkaniu Kościoła Ulicznego dzięki jednemu z braci – Mietkowi. Pan Stanisław, bo tak miał na imię ten człowiek, wydał mi się przygnębiony i rzeczywiście – zapytany, skarżył się na brak miejsca do spania i na to, że jest mu ciężko. Powiedział że, dodatkowo, sporą część pieniędzy z cotygodniowej pensji, wydaje na papierosy. Był bardzo spragniony Bożej interwencji w swoim życiu. Wspominał, że modli się codziennie, że czyta Biblię, ale że tak mało rzeczy się zmienia. Ogarnęło mnie wtedy wielkie współczucie i byłam bardzo dotknięta tym, co przed chwilą do mnie powiedział.

Wspomniał, że jest w stanie sam rzucić palenie, że nie palił już kilka tygodni. Opowiedziałam mu wtedy świadectwo uwolnienia od papierosów jednego z pastorów, które słyszałam kilka tygodni wcześniej – o tym, że on również próbował rzucić palenie sam – 5 razy, ale dopiero Bóg go uwolnił po modlitwie jednego z braci w wierze. Powiedziałam Panu Stasiowi, że Bóg tak samo może zabrać mu ten nałóg – w jednej chwili, w trakcie modlitwy, ale, że on musi na to Bogu pozwolić, że to Bóg ma sobie odebrać z tego należą Mu chwałę, a nie człowiek. Zapytałam krótko: „To co? Modlimy się?” i tak, jak staliśmy – w pobliżu Namiotu Uzdrowienia – zaczęłam się modlić o uwolnienie Pana Stasia od papierosów, prosząc, by jednocześnie on sam dziękował już Bogu za to uwolnienie. Zdążyłam jeszcze opowiedzieć mu o swoim uzdrowionym kręgosłupie i zdrowym sercu naszego synka. Modląc się, ogłaszałam by Pan Stasiu został uwolniony ze wszelkich więzów i pęt, które go krępują – by został wypuszczony na wolność.

Po naszej modlitwie, Pan Stasiu zaczął nagle spokojnie powtarzać: „nie wierzę, nie wierzę„. Dopytywałam go, co się dzieje, czy może poczuł coś szczególnego. Powiedział, że widzi wyraźnie. Zdziwiona zapytałam, czy miał wcześniej jakiś problem ze wzrokiem, a on odpowiedział, że tak, ale, że nikomu o tym nie mówił. Widać było, że był zaskoczony i poruszony. Od razu opowiedział o tym, co się stało innym i koniecznie chciał nam pomagać przy składaniu sprzętu. Powtarzał też szczęśliwy: „chwała Bogu!”. Przyszła wreszcie do jego życia ta długo wyczekiwana przez niego zmiana. Panu Bogu chwała!

Kiedy teraz, po kilku miesiącach, przypominam sobie to wydarzenie, widzę jak wielki i suwerenny w swoim działaniu jest Bóg. Widzę też, jak dobrze zna wszystkie, najskrytsze nawet potrzeby swoich dzieci i zaspokaja je w swojej doskonałej miłości i pełni.

I widzę też, jak Boża Miłość w nas, Boże współczucie do Jego dzieci może przyciągnąć Bożą uwagę i Bożą interwencję. I tak właśnie powinniśmy podchodzić do usługiwania innym – kochając ich tak, jak Bóg pokochał nas.

Zachęcam każdego, by idąc za Bożym głosem, pozwolił się Bogu prowadzić i pozwolił Mu przez siebie działać. Wspaniałe i fascynujące jest to, że wystarczy nasze małe: „tak”, „chcę” i „wykonuję”, a Bóg uczyni z tego CUDowną, ponadnaturalną, zaskakującą i nieprzewidywalną resztę!

----

Moje świadectwo zamieszczone na

http://www.portalcel.pl/bog-cudow-swiadectwo-uzdrowienia/

17:09, emi_grise , UZDROWIENIE
Link

Mogłam zająć się Zosią całościowo – we wszystkich możliwych aspektach, oferując jej wszystko to, co miał dla niej Bóg: uzdrowienie, zbawienie, uleczenie. Cieszę się, że mogłam jej tym wszystkim usłużyć – zajmując się jej ciałem, duszą i duchem – jednocześnie.

 Kilka dni temu dane mi było być po raz 17-ty na spotkaniu Kościoła Ulicznego w Warszawie. Szłam tam w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, jednak psychicznie nie czułam się tego dnia dobrze. Myślałam nawet, że nie będę w stanie do nikogo podejść, żeby porozmawiać i usłużyć mu. Było tak do momentu, kiedy podeszła do mnie Ania, o którą prawie na każdym spotkaniu Kościoła Ulicznego w środę się modlę. Przyprowadziła do mnie swoją znajomą – Zosię i poprosiła o modlitwę dla niej.

Gdy tylko podeszłam do Zosi, moja gotowość do usługiwania innym w ponadnaturalny sposób wróciła, a moje serce było gotowe, by jej usłużyć. Zosia była jak zranione zwierzątko – najpierw nie chciała nic powiedzieć, potem mówiła po trochu, za każdym razem odskakując w bok. Ja za każdym razem szłam za nią i prowadziłam, z wielką miłością, rozmowę tak, by mogła wyrzucić z siebie wszystko to, co ją dotykało. A było tego wiele: smutek po śmierci młodszej siostry – gdy obydwie chorowały na zapalenie płuc, a młodsza siostra umarła – żal do ojca za przemoc fizyczną w domu i skrzywiony kręgosłup po pobiciu, żal do samej siebie za pozostawienie mamy bez opieki. Wszystko to schodziło z Zosi razem ze łzami.  W pewnym momencie Zosia przyznała, że boli ją kolano po wypadku i że kwalifikuje się z nim do szpitala na operację. Zapytałam, czy mogę się o to pomodlić. Zosia zgodziła się. Położyłam ręce na jej chorym kolanie i zaczęłam się modlić. Zapytałam, czy coś czuje, czy mniej boli. Poprawa była w 30%, więc kontynuowałam swoją modlitwę. Tym razem ból już zupełnie ustąpił, a Zosia zaczęła zginać chorą wcześniej nogę i wypróbowywać, czy wszystko jest OK. Było! Powiedziałam wtedy Zosi, żeby miała świadomość, że to właśnie Bóg ją uzdrowił, że kocha ją tak bardzo, że nie chce, żeby Zosia cierpiała. Potem modliłam się jeszcze o jej kręgosłup – ból odszedł, ale potem powrócił do stanu poprawy mniej więcej o połowę. Zosia była z tego i tak bardzo zadowolona. Po tym wszystkim rozmawiałyśmy chwilę o tym, kim jest dla niej Bóg i co uczynił dla niej na krzyżu Pan Jezus. Potem pomodliłyśmy się wspólnie o przyjęcie przez Zosię Pana Jezusa do jej serca i o napełnienie Duchem Świętym, o ponadnaturalny pokój i o to, żeby Bóg zabrał jej wszystkie problemy, troski i kłopoty. Na koniec podarowałam Zosi gedeonitkę i poszły razem z Anią zjeść ciepły posiłek.

Później podeszły znowu do mnie, bo okazało się, że Zosia dostała bólu trzustki, który odzywa się jej właśnie po zjedzeniu czegoś ciepłego. Ból nie minął nawet po zwymiotowaniu tego, co wcześniej zjadła. Najpierw Zosia nie chciała, bym się o nią modliła, ale po chwili wróciła ponownie, bo nie mogła już wytrzymać z bólu. Położyłam swoją rękę w bolącym miejscu na jej ciele i zaczęłam się modlić, żeby ból odszedł. Po raz kolejny tego dnia ból odszedł zupełnie! Chwała niech będzie za to Jezusowi! Chwilę potem nauczyłam Zosię, w jaki sposób ma się modlić i co robić, kiedy jakikolwiek ból znowu powróci. Zachęciłam ją do czytania Biblii i rozstałyśmy się.

Szczerze powiem, że cała ta sytuacja i te właśnie uzdrowienia ucieszyły mnie bardziej, aniżeli ponad dwugodzinne usługiwanie w Płocku 5 lipca, gdzie modliliśmy się non stop o potrzebujących, a uzdrowienia działy się jedno po drugim. Tutaj mogłam zająć się Zosią całościowo – we wszystkich możliwych aspektach, oferując jej wszystko to, co miał dla niej Bóg: uzdrowienie, zbawienie, uleczenie. Cieszę się, że mogłam jej tym wszystkim usłużyć – zajmując się jej ciałem, duszą i duchem – jednocześnie. Nie musiałam się spieszyć – mogłam poświęcić czas i okazać serce – wszystko to tylko dla niej.

Dziękuję Bogu za Zosię i za to, że po raz kolejny mogłam być świadkiem tego, jak Boża Miłość w nas może czynić cuda! Po Zosi były jeszcze 3 osoby, z którymi miałam okazję modlić się i rozmawiać. Jednej z nich podarowałam książkę na temat Bożego uzdrowienia – dla jej znajomej – mamy autystycznej dziewczynki. Wkładając ją przed wyjściem do plecaka wiedziałam, że komuś się tego dnia przyda. Modliłyśmy się także o przyjęcie Jezusa. Inna z kolei pani po rozmowie ze mną i podzieleniu się z nią świadectwem uzdrowienia mojego kręgosłupa, zadzwoniła do swojej kuzynki i przekazała mi słuchawkę – każąc zachęcić kuzynkę do przyjścia i skorzystania z modlitwy o kręgosłup. Tak działa Pan Bóg :).

***

Moje świadectwo zamieszczone na: http://www.portalcel.pl/dotyk-bozej-milosci-swiadectwo-uzdrowienia/

17:05, emi_grise , UZDROWIENIE
Link
czwartek, 12 czerwca 2014
czwartek, 03 kwietnia 2014
poniedziałek, 17 lutego 2014

Od najwcześniejszego dzieciństwa miałam problemy z kręgosłupem. Byłam w tamtym czasie poddana codziennej rehabilitacji, ale w pewnym momencie, źle dobrane ćwiczenia spowodowały, że miałam z prawej strony przerost mięśni wzdłuż kręgosłupa, z lewej zaś ich ubytek. Cały kręgosłup miał niewłaściwe ułożenie we wszystkich jego odcinkach:szyjnym, piersiowym i lędźwiowym.[i]Sytuację pogorszyły dodatkowo źle dobrane ćwiczenia siłowe w czasie studiów.Potem było już tylko gorzej...

 

Spowodowało to wytworzenie się tak zwanego garbu żebrowego i rotacji kręgów. Moje żebra były bardziej wystające z lewej strony, a mniej z prawej, natomiast moja prawa łopatka była bardziej wystająca, a lewa mniej - wszystko na przemian. Towarzyszył temu ból w różnych odcinkach kręgosłupa i o różnym nasileniu, z którym nie rozstawałam się praktycznie od kilkunastu lat. Z czasem doszło u mnie do bolesnych zrostów i usztywnień kręgosłupa. Praktycznie nie miałam swobody ruchów w górnym odcinku kręgosłupa, między łopatkami i na karku. Ból wzmagał się podczas wysiłku fizycznego, ale także podczas snu i leżenia przez dłuższy czas w tej samej pozycji. Ból i zesztywnienia mijały jedynie w trakcie intensywnej rehabilitacji i niedługo po niej. Problemy z górnym odcinkiem kręgosłupa odbijały się na osłabieniu odcinka lędźwiowego. Z powodu jego uszkodzenia, trafiłam pod koniec 2009 roku na 2 tygodnie do szpitala, a potem byłam poddana intensywnej rehabilitacji. Przez te wszystkie lata nauczyłam się z tym bólem żyć, nie pamiętając praktycznie, jak to jest, kiedy kręgosłup nie boli. Kiedy na świat przyszły moje dzieci, moja uwaga bardziej skupiła się na nich, niż na mnie samej. Wszystkie moje modlitwy skupione były na dzieciach. O sobie samej zapominałam.

 

Ból kręgosłupa towarzyszył mi nieprzerwanie do 8 lutego 2014 roku.

 

Tego dnia miałam okazję wziąć udział w szkoleniu na temat uzdrawiania, przeprowadzanym dla osób usługujących w Namiocie Uzdrowień Kościoła Ulicznego w Warszawie, do którego ekipy będę już wkrótce należeć. To, w jaki sposób tam się znalazłam, można streścić następująco: postanowiłam w końcu zacząć robić, to czego chciał ode mnie Bóg, a On natychmiast odpowiedział, spełniając w tym momencie wszystkie pragnienia mojego serca i dodając do tego jeszcze od siebie dużo, dużo więcej. Szkolenie przeprowadzał Pastor Leszek Korzeniecki z Kościoła Chrześcijan Baptystów w Węgorzewie (http://leszekkorzeniecki.pl).

 

Rano, jeszcze przed szkoleniem,Pastor modlił się o mojego starszego synka. Już sam ten fakt i moja wiara w skuteczność tej modlitwy, napawały mnie ogromną radością i wdzięcznością dla Boga. Nie pragnęłam już nawet, by Bóg tego dnia zrobił też coś tylko dla mnie.A jednak stało się zupełnie inaczej.

 

Pastor Leszek w trakcie szkolenia opowiadał o swoich osiągnięciach w uzdrawianiu chorych kręgosłupów. W tym czasie zaczęły płynąć mi łzy, które ocierałam ukradkiem. Pomyślałam, że przecież nie pójdę poprosić Pastora o kolejną modlitwę, skoro tego dnia już modlił się o jedną kwestię dotyczącą naszej rodziny. Siedziałam więc ze spuszczoną głową, wycierałam łzy i czekałam.

 

Ku mojemu zaskoczeniu, Pastor w pewnym momencie zapytał, czy na sali jest ktoś ze skrzywionym kręgosłupem,którego ten kręgosłup teraz właśnie boli. Miałam wrażenie, że moja ręka sama wystrzeliła wtedy do góry. Prawie wykrzyknęłam na głos: "ja, ja!", ale powstrzymałam się,pozwalając cieszyć się po cichu mojemu sercu.

 

W trakcie przerwy, z prośbą o uzdrowienie kręgosłupa podeszła do Pastora pierwsza osoba. Po przerwie ja byłam następna. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze w trakcie dzielenia się z nami przez Pastora świadectwami uzdrowień kręgosłupów, odczułam dziwne pobolewanie w lewej, nie bolącej mnie do tej pory, łopatce - zupełnie tak,jakby coś mi się tam przesuwało.

 

Kiedy wyszłam na środek do modlitwy, zamknęłam oczy, starając się w miarę możliwości rozluźnić, a na twarzy miałam wymalowane szczęście. Wiedziałam, że zostanę uzdrowiona i powtarzałam tylko w duchu: "dziękuję,dziękuję, dziękuję". Nagle poczułam ciepło nad lewą łopatką i zaczęła mi drętwieć prawa ręka. Jak powiedział Pastor Leszek - w ten sposób układ nerwowy reaguje na wszelkie zmiany, które dotykały teraz mojego kręgosłupa. W tym momencie mój wieloletni ból minął! Zaczęła mi drętwieć lewa ręka, a potem drżało całe moje ciało. Pastor pytał o moje odczucia, a ja mogłam z radością odpowiedzieć, że kręgosłup mnie nie boli i mogłam zacząć robić rękoma ruchy,które do tej pory sprawiały mi ból.

 

Kiedy wróciłam na swoje miejsce,Pastor powiedział, że zostałam uzdrowiona z bólu, a same kości i mięśnie mogą się jeszcze przemieszczać w ciągu kolejnych dni. Być może będzie jeszcze potrzebna jedna modlitwa, żeby wszystko wróciło do idealnego porządku.

 

Tego dnia jeszcze raz modlono się o mój kręgosłup, zgodnie z tym, co zasugerował Pastor Leszek. Poczułam się wtedy tak, jakby mój duch chciał się uwolnić z ciążącego mu ciała. Moje nogi ugięły się pode mną, zaczęłam się lekko chwiać. Kiedy modlitwa, tym razem,moich braci i sióstr w wierze, skończyła się, powiedziałam, że czuję się, jak po najlepszej rehabilitacji. Kręgosłup był w jeszcze lepszym stanie, niż poprzednio, a ja byłam po prostu szczęśliwa.

 

Chwała niech będzie najwyższemu Bogu!

 

Mając tak wspaniały dowód Bożego działania, wracając wieczorem do domu i widząc przed sobą starszą panią idącą z pomocą kul, powiedziałam Jej, że właśnie wracam ze spotkania, na którym Bóg uzdrowił mój kręgosłup i zapytałam, czy nie chciałaby, żebym pomodliła się o Nią. Zgodziła się, a ja bardzo szczęśliwa i przejęta, mogłam się zacząć modlić.

 

Po powrocie do domu, mąż zauważył, że jestem bardziej wyprostowana (poza tym, że radość i szczęście i coś nieokreślonego, jakby Boża Obecność, wprost wylewały się ze mnie. Cały czas byłam jeszcze pod działaniem Ducha Świętego).

 

Dzisiaj, po kilku dniach, jest widoczna poprawa, jeśli chodzi o poziom skrzywienia kręgosłupa i o nieproporcjonalne rozłożenie mięśni na plecach. Mogę złączyć ze sobą bez trudu łopatki, mogę się bez trudu wyprostować. Wstaję rano bez towarzyszącego mi zazwyczaj bólu! Mam poza tym dziwne, niewytłumaczalne odczucie, jakby moje plecy stały się "błogosławione". Po prostu czuje się na nich i w nich Bożą rękę i Bożą ingerencję. Odczuwam też dziwne swędzenie / łaskotanie pleców porównywalne do tego, jak reaguje skóra na brzuchu kobiet w ciąży. Myślę, że trwa teraz po prostu rozciąganie moich mięśni i skóry na plecach.

 

Panu Bogu chwała!

 

***

Bardzo się cieszę, że mam od momentu tego uzdrowienia swoje własne, namacalne świadectwo Bożego działania.Jest ono bardzo przekonywujące, zwłaszcza dla mojego najbliższego otoczenia,które przecież pamięta moje zgarbione, skrzywione i  bolące plecy! Teraz oczywiście z radością dzielę się tym świadectwem z innymi, wskazując, że to działanie Pana Boga.

 

Cieszę się także dlatego, że moim świadectwem będę się dzielić w Namiocie Uzdrowień Kościoła Ulicznego, modląc się o uzdrowienie innych. Dostałam od Boga cenny dar i nie pozwolę ani go sobie odebrać, ani go zmarnować.

 

Gosia Górnicka, Warszawa, 12.02.2014 r.

 

Świadectwo to zostało także zamieszczone na stronie Pastora Leszka Korzenieckiego:

http://www.leszekkorzeniecki.pl/index.php/archiwa/2197


[i]Sformułowania medyczne, które pojawiały się w ciągu ostatnich lat w opisach badań RTG i MR (rezonans magnetyczny) mojego kręgosłupa: "prawostronna lumbalizacja S1","lewostronna rotoskolioza","lewoboczne wygięcie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym", "spłycona fizjologiczna lordoza lędźwiowa", "zmiany zwyrodnieniowe krążków międzykręgowych", "uwypuklenie krążka o typie protruzji uciskającej worek oponowy", "duże prawowypukłe skrzywienie boczne i pogłębienie fizjologicznej kifozy piersiowej","obniżenie wysokości krążków w odcinku dolnym", "przepuklina jądra miażdżystego modelująca worek oponowy i rdzeń kręgowy";

 

*** 

Zapraszam serdecznie na profil Bóg Uzdrawia / Healing God na FB - świadectwa, nauczania, filmy

 

 

17:03, emi_grise , UZDROWIENIE
Link
 
1 , 2 , 3