Blog powstał w I 2005 r. Od 7 XI 2005 r. do 7 X 2006 r. pisany z Dublina. Obecnie pisany z Warszawy.
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
* MOJE BLOGI / PROFILE NA FB / TEKSTY NA PORTALU CEL:
BIBLIA:
DUCH ŚWIĘTY DZISIAJ / HOLY SPIRIT TODAY
IRLANDZKIE:
KOŚCIOŁY / SŁUŻBY:
MODLITWA
NAWRÓCENIE
*STRONY P.
UZDROWIENIE
UZDROWIENIE c.d.
ZBAWIENIE
ZNAJOMI ON-LINE
ŻYCIE Z BOGIEM

Skopiuj CSS

Teksty

środa, 31 lipca 2013

 

ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG Z OSOBISTYM KOMENTARZEM DO WERSETÓW BIBLIJNYCH

 

http://wersetyoniline.blox.pl

14:23, emi_grise , Teksty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 grudnia 2005

 

Rozkminiony Wodnik

 

 

Spacerujac niespiesznie oswietlana wieczorem Grafton Street, zmeczona postanowilam odpoczac, przystajac przez chwile przy niewielkim wglebieniu w murze. Wglebienie to okazalo sie byc  wejsciem na klatke schodowa, gdzie, ku mojemu zaskoczeniu, mialo miejsce niecodzienne jak dla mnie spotkanie.

 

Kiedy znalazlam sie na tej dosc dziwnej schodowej klatce, w pierwszej chwili moja uwage zwrocil najpierw niewielki, acz charakterystyczny, szyld z nazwa pewnej agencji rekrutacyjnej, ktora usilowalam od dobrych kilku dni odnalezc. Radosc z jej znalezienia byla tak wielka, ze poczatkowo nie zwrocilam uwagi na kogos, czy raczej cos dziwacznego, co jakos nieporadnie szamotalo sie przy drzwiach wejsciowych.

 

 

Zaaferowana odnalezieniem agencji, wykrzyknelam juz z przyzwyczajenia po angielsku: “O moj Boze! Jak bardzo sie ciesze! Tak dlugo jej szukalam!”, a potem: “Czy wiesz moze, jak sie tutaj wchodzi?” I dopiero po chwili zorientowalam sie, do kogo ja tak naprawde to wszystko mowie…

 

 

Owszem, na tej klatce schodowej bylo ciemno (sic!), a ja bylam juz nieco przemeczona (sic!), ale w niczym nie usprawiedliwialo to faktu, ze mowilam do czlowieka-ryby, tudziez wodnika… i dopiero po dobrych kilku chwilach dotarlo to do mnie, ech….

 

 

Pomyslalam potem: “Raz sie zyje! Zagadne Go jakos – przeciez nie co dzien udaje sie porozmawiac z kims takim!” I jak pomyslalam, tak tez i zrobilam. Przy czym przyznac musze, ze wygladalo to dosc zabawnie. Czlowiek ten mial na twarzy jakas okropna maske i spogladal na mnie spode lba tylko przez malenkie otwory na oczy, a ja z kolei udawalam, ze Jego dziwaczny wyglad wcale, ale to wcale mnie nie dziwi..Moj niezwykly rozmowca ubrany byl w cos, co w ciemnosciach swiecilo fosforyzujaca zielenia i spieszyl sie przy tym bardzo, bo w tym zaulku zwyczajnie mial swoja garderobe. Kiedy ja opuscil, rozpoczal swoj cowieczorny spektakl na Grafton StreetNa moje po angielsku zadane pytanie: “Skad jestes?”, odpowiedzial szybko: “Z Polski”, na co ja – oniemiala prawie z zaskoczenia wykrzyknelam tym razem juz w pieknej polszczyznie: “Naprawde?!! Ja tez!” A dalej poszlo juz zupelnie gladko – dogadalismy sie jak to rodak z rodakiem na obczyznie: Jak dlugo tutaj?, kiedy powrot i czy w ogole, swiateczne zyczenia…Rozmawialo nam sie naprawde milo, az tu nagle moj Rozmowca z wielkim naprawde zasmuceniem w glosie (mimiki twarzy niestety spod tej maski wyczytac nie moglam) skonstatowal: “Kurcze, pierwszy raz odkad tutaj jestem, dalem sie tak rozkminic….”

 

 

 

I w ten oto sposob, nieswiadoma zupelnie swoich zdolnosci do rozkminiania nieznajomych, ulicznych mimow, pieknie i z wdziekiem, rozkminilam polskiego Wodnika z Grafton Street. Polecam sie serdecznie na przyszlosc! :-)

 

 

********************

 

 

 

 

 

 

 

[Wtajemniczeni beda wiedzieli o co chodzi :-)]

 

Dla odmiany mala probka dublinskiego pisania emi.

17:25, emi_grise , Teksty
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 października 2005

“Jest inny świat,

tak wiem – gdzieś tu.

Nie za lasami tam,

po prostu on jest tu.

I widzisz? Płonie ŚWIATŁO

tuż obok nas.

Tak, widzę! ŚWIATŁO płonie.

A złoty deszcz,

jak tęcza tęcz nad głową

- wystarczy tylko spojrzeć."/*

 

Kiedy już opadną z drzew ostatnie liście. Kiedy wskazówki zegara cofną się tak, by móc znowu wskazywać czas zimowy. Kiedy poranki zaczną budzić nas przymrozkiem, a wieczory – pachnieć ostatnimi, palonymi liśćmi, wtedy to właśnie przychodzi ten dzień.

Zazwyczaj już mroźny, zazwyczaj już z pierwszym śniegiem i z ostatnimi promieniami tak ciepłego jeszcze słońca. Pełen podniosłej krzątaniny, z unoszącą się w powietrzu zadumą i refleksją, z otartą ukradkiem łzą i ciepłem wspomnień.

W tym właśnie dniu, w ciszy i skupieniu, w pochyleniu nad cmentarną mogiłą, ożywa pamięć o tych, których z nami już nie ma – naszych bliskich, przyjaciołach, znajomych. Ożywa w świetle świec, w płomieniach zapalanych zniczy, w bukietach składanych na grobach chryzantem.

Zapalmy więc i tym razem dla Nich światło naszych świec i serc. Bądźmy i pamiętajmy.

***

Jest na Kujawach, przy wiślanej tamie miejsce, gdzie niczym na cmentarzu w Dzień Wszystkich Świętych, płoną niezliczone znicze i rozkwitają wiązanki składanych tu kwiatów. Dzieje się tak zwłaszcza 19 października, w rocznicę Jego męczeńskiej śmierci.

Ktoś napisał jakiś czas temu, że my – Polacy już zapominamy, że w dzisiejszej Polsce już się o Nim nie pamięta, że robotnicy nie mają już swojego Kapelana, że się ich poniża i odbiera resztki szacunku i godności, a bronić ich nie ma już komu...

Dzisiaj, przy włocławskiej tamie, stoi wysoki Krzyż. Krzyż – Symbol – Pamiątka. Krzyż świeci w ciemnościach. Jego lewe ramię wskazuje uśpione miasto. Prawe - zdaje się obejmować zieloną skarpę drugiego brzegu Wisły. Przodem zwrócony jest ku wielkiej zaporze, gdzie z hukiem kłębią się tysiące litrów spiętrzonej wody. A on stoi sobie cichutko, poniżej, zdając się z uporem, spokojnie tą nawałnicę powstrzymywać...

Co roku odbywają się tu okolicznościowe uroczystości. Pod krzyżem stoi ogromny głaz – ołtarz. W pobliskim Seminarium odbywają się konferencje, prelekcje, odczyty. Jest więc ta pamięć niejako od święta, ale jest także i ta pamięć zwykła, codzienna... Pamiętamy.

***

Tuż przed końcem Mszy drzwi wejściowe otworzyły się z łoskotem. Powoli, z wyraźnym trudem, weszła do kościoła staruszka. Przygarbiona, w zgrzebnym ubraniu, podpierając się laską. Trzymała w ręku ciężką torbę po brzegi wypełnioną chlebem i produktami żywnościowymi. Położyła ją pod chórem, gdzie ustawiono kosze na dary dla najbardziej potrzebujących. Potem, wyraźnie zmęczona, usiadła w ławce. Pamiętała.

X/XI 2003 now@ on-line http://nowamedia.w.interia.pl

 */ Fragment piosenki Tosi KrzysztońInny świat

15:51, emi_grise , Teksty
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 maja 2005

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów Nieba...

Tęskno mi Panie...*

Sobotnie przedpołudnie. Kto żyw chwyta za portfel / kartę kredytową i wyrusza na cotygodniowe zakupy. Co przezorniejsi robią je już w piątkowe popołudnie, by móc w spokoju cieszyć się weekendem. Reszta wypływa na łowy nazajutrz.

Śpiesząc się, taranują jedni drugich. Zaciśnięte zęby. Nieobecny wzrok – bo jeszcze warzywa, pieczywo, owoce, wodę mineralną, wędliny, środki czystości, coś mocniejszego...Byle jak najszybciej, byle jak najwięcej...Byle jak...

Do kraju tego,gdzie winą jest dużą

Popsować gnizdo na gruszy bocianie

Bo wszystkim służą...

Tęskno mi Panie...*

Wreszcie upragniony koniec tygodnia. Wsiadamy w samochody i wyruszamy nad jeziora do naszych domków letniskowych, weekendowych, daczy. Jak przez mgłę pamiętamy, że kiedyś dojście do wody było jakby prostsze. Teraz pełno siatek, ogrodzeń, zakazów wstępu, napisów: “własność prywatna”. Mijana na ścieżce mrówka okazuje się być “własnością” sąsiada, bo ten wykupił kilkuhektarową działkę z kilkoma mrowiskami przy okazji. Niczego nie świadome niebożątka nie wiedzą, że już niedługo posłużą za podkład pod kort tenisowy...A co będzie z biegającymi tu i ówdzie jaszczurkami? Te mają lepiej...Ogrodzenie posesji na szczęście na razie nie jest murowane...Oczka w siatce wydają się wystarczająco duże...Trzeba tylko będzie jakoś przemknąć przez coraz bardziej ruchliwą ostatnio w tym miejscu drogę...

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony

Są jak odwieczne Chrystusa wyznanie:

“Bądź pochwalony!”

Tęskno mi, Panie...*

  • Witam! Co słychać?
  • A dziękuję. A u Pana?
  • Też w porządku.
  • No to do widzenia.
  • Do widzenia.

  • Dzień dobry! Co u Pana dobrego?
  • A, lepiej nie mówić. A u Pana?
  • A, stara bieda.
  • Co za czasy...
  • Tak, szkoda gadać..
  • Do widzenia.
  • Do widzenia.

 Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,

Do tych, co mają t a k za t a k, n i e za n i e –

Bez światłocienia...

Tęskno mi, Panie...*

Tylko ryba nie bierze...Przychodzi Rywin do Michnika...X jest kłamcą lustracyjnym...Z elewatorów zniknęło ziarno...Dzwoni Jagiełło do.... Starachowice - rządy zza krat...Sfałszowane podpisy na listach wyborczych...Witamy w domu Wielkiego Brata...

[2003r.]

/*Cyprian Kamil Norwid “Moja piosnka (II)”

13:51, emi_grise , Teksty
Link Komentarze (1) »
środa, 18 maja 2005

Siedzi w środku, tuż przy sercu,

raz ugryzie, raz wyrzuci.

I spokoju nigdy nie da,

choćbyś starał się zagłuszyć.

Będzie drążyć, nękać, palić,

nie popuści – próżno prosić.

Z takim w środku lokatorem

żyć niełatwo, trudno znosić.

Niechby jednak poszło sobie,

hen daleko w puszcze, knieje...

Ech.....niech lepiej pozostanie

- nie opuszczaj nas – Sumienie!

:-)

[ Styczeń, 2003 ]

Zastanawiam się dzisiaj, skąd taką akurat lokalizację sumienia sobie wtedy wydumałam...Semickie rozumienie serca to umysł, rozum, wola - tylko, że wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, i było to ujęcie bardziej kardiologiczne i anatomiczne :-)

22:31, emi_grise , Teksty
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 lutego 2005

...na początku był `Voyager`....

Oczywiście “trochę” rozminę się tutaj z prawdą, bo wszystko dla jednych zaczęło się od chaosu a dla drugich od Słowa... a w jego akurat przypadku od ścieżki dźwiękowej do pewnego filmu z początku lat 70-tych. Dla mnie jednak wszystko zaczęło się od `Voyager`a` właśnie. Wcześniej była jeszcze krótka recenzja w “Rzeczpospolitej”, a potem już tylko jedno wielkie ZASŁUCHANIE. Czyste, delikatne brzmienie gitary, zestawione z łagodnymi dźwiękami harfy,fletni i dawnym, irlandzkim instrumentarium...

Czas pokazał, że była to płyta niezwykła. W niczym nie przypominała utrzymanych w raczej rockowym brzmieniu wielkich przebojów “Dzwonnika z Wysp”, jak chociażby: `Moonlight shadow` czy ‘Five miles out` . Już wtedy, a był to początek lat 80-tych, jego muzyka zataczała coraz szersze kręgi, płyty rozchodziły się w zawrotnych ilościach, a na całym świecie znalazło się liczne grono mniej lub bardziej utalentowanych naśladowców. Mało kto wie zapewne, że nasz rodzimy Malinowy królUrszuli, wzorowany był właśnie na jego ‘Moonlight Shadow” .

Jednak o ile dzwony w ogóle, a słynne ‘Tubular bells` w szczególności, stały się dla Mike`a Oldfield`a przepustką, znakiem rozpoznawczym, a może i przekleństwem – "do zaszufladkowania wszak jeden krok"...o tyle nie byłoby go dzisiaj bez gitar, syntezatorów i techniki komputerowej. Dowodem chociażby przedostatnia, “multimedialna” płyta - `Tres Lunas`

Oldfield`owi zarzuca się wiele - to na przykład, że powiela motywy, wątki, sam siebie. Że ciągle powraca do `Dzwonów rurowych`, nadając swoim nowym płytom jedynie kolejne numery: `Tubular bells` II, III, `The Millenium Bell`. Jednak ci wszyscy, którzy muzykę Oldfield`a szczególnie sobie upodobali wiedzą, że do końca tak nie jest. Pamiętają dobrze `Platinum` czy `Guitars` i świetnie “wyczuwają”, że niby to ten sam Oldfield, ale jednak nie taki sam...

Kilka lat temu gościliśmy go w Polsce ponownie. Okazją była promocja jego przedostatniej płyty ' Tres Lunas' i jeden jedyny koncert. Ja sama wracam jednak często pamięcią do koncertu, jaki miał miejsce pod koniec lat 90-tych w katowickim `Spodku`.Wtedy to Oldfield przyleciał do nas po raz pierwszy. Pech chciał, że do Katowic pojechać wówczas nie mogłam, ale na szczęście radiowa 3-ka nadawała tamtego wieczoru relacje "na żywo" z owego koncertu. I właśnie tamtych emocji i także tamtego ZASŁUCHANIA chyba długo jeszcze nie zapomnę....

Regards`n` Tubular Best Wishes! :-)

22:19, emi_grise , Teksty
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 lutego 2005

 

 

Kiedy słońce chowa się za ostatnim pagórkiem, kiedy wiatr sennie ziewa w konarach drzew, kiedy ostatni zagubiony podniebny wędrowiec wraca do swojego gniazda – wtedy właśnie, budzą się one - dobre leśne skrzaty.

 

Wstają lekko i zwinnie, szybciutko otrzepując z resztek mchu swoje czerwone kubraki. Roześmiane, ciekawskie – przytykają swoje małe, pyzate noski do szyb zaprzyjaźnionych domostw i sprawdzają, czy z ich domownikami nic złego od ostatniej wizyty się nie stało.

 

Liczą płatki rosnących na parapecie kwiatów i sprawdzają, czy Kot Maciej nadal ma wszystkie swoje piękne, sumiaste wąsy. Na podwórku bawią się z Burkiem w berka, a potem przekomarzają z długonogim żurawiem – nie spragnione zupełnie, ale zawsze skore do zabawy.

 

Kiedyś – dawno, dawno temu było ich na świecie całe mnóstwo – w każdym zagajniku, przy każdej leśnej polanie – można było spotkać ukryte w mchu ich małe chatki, ale odkąd musiały bronić się dzielnie przed złymi smokami z krainy Bongo-Bongo – bardzo osłabły, rozproszyły się, a niektóre musiały po prostu bardzo zasmucone - odejść.

 

Dlatego tak ważne jest, by o tych małych stworzonkach pamiętać i zostawiać im pod kuchnią okruszki chleba na małych talerzykach i trochę mleka na spodeczkach.

 

Odwdzięczą się za tą troskę na pewno :-)

17:48, emi_grise , Teksty
Link Komentarze (4) »
wtorek, 01 lutego 2005

Tak to już jest.Świat nagle, nie wiedzieć czemu, wali się nam  na głowę.My początkowo z lekka oszołomieni, otrząsamy się z szoku, podnosimy o siłach własnych lub with a little help of our friends i staramy się, z gorszym lub lepszym skutkiem wrócić do pionu. W tak zwanym między czasie, wpadamy w płytsze lub głębsze dołki, a gdy już wydaje nam się, że głębszych już nie ma, nagle zauważamy, że komuś obok, świat nagle, nie wiedzieć czemu, wali się na głowę. Ten ktoś początkowo z lekka oszołomiony, otrząsa się z szoku, podnosi o siłach własnych lub with a little help of his/her friends i stara się z gorszym lub lepszym skutkiem wrócić do pionu. W tak zwanym między czasie, wpada w płytsze lub głębsze dołki, a gdy już mu się wydaje, że głębszych już nie ma, nagle zauważa, że komuś obok, świat nagle, nie wiedzieć czemu, wali się...

21:38, emi_grise , Teksty
Link Dodaj komentarz »