Blog powstał w I 2005 r. Od 7 XI 2005 r. do 7 X 2006 r. pisany z Dublina. Obecnie pisany z Warszawy.
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
* MOJE BLOGI / PROFILE NA FB / TEKSTY NA PORTALU CEL:
BIBLIA:
DUCH ŚWIĘTY DZISIAJ / HOLY SPIRIT TODAY
IRLANDZKIE:
KOŚCIOŁY / SŁUŻBY:
MODLITWA
NAWRÓCENIE
*STRONY P.
UZDROWIENIE
UZDROWIENIE c.d.
ZBAWIENIE
ZNAJOMI ON-LINE
ŻYCIE Z BOGIEM

Skopiuj CSS

NAWRÓCENIE

poniedziałek, 28 lipca 2014
środa, 10 czerwca 2009

... to po co przepłacać

Zastanawiam się, jak dzisiaj wyglądałoby moje życie, gdyby ktoś kiedyś nie pokazał mi, że istnieje prawdziwy, dobry, ciepły i kochający Bóg. Gdyby ktoś nie pokazał mi, jaki Bóg jest naprawdę i w jaki sposób mogę Go poznać. Gdyby ktoś nie uświadomił mi, że nie muszę NIC robić, by zasłużyć sobie na Jego miłość – że nie muszę w żaden sposób Mu się za to odwdzięczać. I że jestem godna, by On mnie pokochał i to taką, jaka jestem. Że nie muszę do Boga „podskakiwać”, by dosięgnąć do Jego standardów, że to On schyli się do mnie, podciągnie do góry, wyciągnie  rękę…

Zastanawiam się…

Kiedyś żyłam o własnych siłach sądząc, że Bóg jest zbyt daleko, zbyt niedostępny, a ja zbyt niegodna, by On zechciał się mną zająć. Wpajano mi też, że choroby i cierpienie są cnotą, że bieda uświęca, a Bóg zsyła nieszczęścia i cierpienie, żeby nas czegoś nauczyć…

Kiedy opadają z oczu zasłony, kiedy odkrywamy, że przez lata wpajano nam kłamstwa i fałszowano obraz Boga, czujemy jak spadają z nas więzy i że jesteśmy naprawdę wolni poznając, jaki Bóg jest naprawdę. Taka wiedza jest bezcenna. Taka wiedza daje życie, nowe życie.

Nie można nie dostrzec zmian w życiu ludzi, którzy idą szczerze za Bogiem. Gdyby ich nie było, świat nie mówiłby: „my też chcemy mieć w swoim życiu to COŚ”, „my też chcemy TAK żyć”. Gdyby nie było różnicy między życiem PRZED i PO, aktualne byłoby dawne hasło reklamowe: „jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać”. A tymczasem za życie dla JEZUSA warto zapłacić KAŻDĄ CENĘ.

 

10:33, emi_grise , NAWRÓCENIE
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 marca 2009

Dokładnie 5 lat temu: 9 marca 2004 roku doświadczyłam w swoim życiu czegoś naprawdę niezwykłego i cennego. Bóg zabrał mój strach przed śmiercią i tym, co będzie się działo ze mną dalej - po niej. W zamian za to, wlał w moje serce ogromny pokój i dał pewność zbawienia.

5 lat temu Bóg, za moją zgodą i na moją prośbę, rozpoczął przemienianie mojego życia. Ta przemiana trwa nadal i zakończy się pewnie dopiero wtedy, kiedy stanę twarzą w twarz z moim Panem i Zbawicielem, ale póki co, NIE MA takiej dziedziny w moim życiu, która nie zostałaby przez Boga zmieniona / ulepszona / podźwignięta / uświęcona / wzbogacona.

Moje życie wygląda TAK BARDZO inaczej od tego, jakie wiodłam jeszcze 5 lat temu, że mógł to uczynić jedynie Bóg.

Przede wszystkim dostałam nowe życie. Jestem narodzona na nowo - stare przeminęło, wszystko stało się nowe.

W moim życiu panuje ład i harmonia - wiem Kogo [Boga] się trzymać, czego [Biblii] przestrzegać i jak żyć [zgodnie z Nią], by było to życie stabilne i pewne, a nie pełne załamań, wzlotów i upadków.

Mam wspaniałą rodzinę - kochanego, wspaniałego Męża i ślicznego, zdrowego Synka.

Mam stabilną i dobrą pracę.

Mam kościół, w którym się rozwijam i który staram się budować.

Mam wspaniałych wierzących przyjaciół i znajomych.

I pomyśleć, że to tak naprawdę dopiero początek mojego życia z Bogiem! :-)

Panie Boże, Panie Jezu, Duchu Święty - dziękuję :-)

11:52, emi_grise , NAWRÓCENIE
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 maja 2005

 

 

1. Zainspirowana pewnym zdaniem: "Na drodze nawrócenia", próbuję dociec własnego rozumienia pojęcia nawrócenie. Wygląda to mniej więcej tak:

a) Fakt nawrócenia rozumiem jako punkt zwrotny w życiu człowieka - nowe życie (narodzenie się na nowo - śmierć dla grzechu, by móc żyć dla Boga). Punkt, do którego można się odnieść w momencie, gdy przychodzą pokusy, zwątpienie - nawrócenie to moment pełnego zawierzenia i całkowitego oddania swojego życia w ręce Boga.

b) Czy nawrócenie jest procesem? Tak - ale tylko do momentu, kiedy nie zadeklarujemy ostatecznie, po której jesteśmy stronie. Jeśli w danym momencie powiemy Panu Bogu "tak", potem jest to już dla mnie "chodzenie z Bogiem", a sam występujący później proces to już uświęcenie.

17:48, emi_grise , NAWRÓCENIE
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 marca 2005

Słyszałam dzisiaj pewną historię - Dominikanina, który po studiach na Politechnice i po latach bycia najpierw tzw. "wierzącym-nie-praktykującym", a potem ateistą - nawrócił się i wstąpił do zakonu. Ten myślący w wieku dwudziestu kilku lat o samobójstwie człowiek, z wolna popadający w alkoholizm dostaje od Pana Boga drugą szansę, a co najważniejsze - nie marnuje jej. Co jest dla mnie w tym wszystkim ważne? Fakt nawrócenia.

Co innego, gdy ktoś idzie całe życie TĄ DROGĄ, a co innego, gdy nagle otwierają mu się oczy, przewartościowuje sobie wszystko, układa na nowo. Ma zupełnie inne, bo nowe życie.

Dla mnie to jest zawsze CUD, kiedy o takich nawróceniach słyszę. Cud tym większy, że mający miejsce nie w zamierzchłych starotestamentowych czasach, ale tu i teraz.

Kiedy jesteśmy chorzy - i mamy świadomość tego faktu i chcemy to zmienić - idziemy do lekarza. A jak to jest z nawróceniami? Choruje nasze "wnętrze", nasza dusza, nasza relacja z Panem Bogiem, z tą tylko różnicą, że nie traktując Pana Boga poważnie, nie zdajemy sobie sprawy ze stanu naszego duchowego zdrowia. Wydaje nam się, że jesteśmy pod tym względem O.K., ale czy aby na pewno?...

Najfajniejsze jednak w tym wszystkim jest to jeszcze, że nawrócenia dotyczą nie tylko ludzi z tzw. "marginesu", ale i całkiem "poprawnych politycznie", tzw. porządnych obywateli, którym nagle Pan Bóg coś tam zmienia :-)

I jak tu się nie cieszyć z takiej Dobrej Nowiny? :-)

19:09, emi_grise , NAWRÓCENIE
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 stycznia 2005

 

 

 

Był świetnym prawnikiem. Absolwentem nejlepszej uczelni w kraju. Dobrze zapowiadającym się, a potem robiącym szybką karierę. Miał wszystko, a czekało go jeszcze więcej. Naprawdę dobrze wypełniał swoje obowiązki. Z wyjątkową wręcz gorliwością tempił tych, którzy stali się zagrożeniem zarówno dla jego kraju, jak i dla krajów ościennych. Zjawili się nie wiadomo skąd i po co, siejąc zamęt, rozprzestrzeniając się niczym zaraza i pochłaniając coraz to liczniejsze rzesze ludzi. Skazywał ich na śmierć, bo prawo którego sam przestrzegał i strzegł, a także sumienie przezeń ukształtowane, tak mu nakazywało. I wtedy przyszedł do niego On, a raczej spotkali się w czasie jednej z jego podróży służbowych. Nieznajomy w zasadzie nie zrobił nic nadzwyczajnego.Zadał mu tylko jedno pytanie.

* * * * * *

Minęło kilka lat. Dobra posada, pieniądze i zaszczyty przestały mieć dla niego znaczenie. Zaczął podróżować. Zmienił "pracodawcę", nawet imię - stał się innym człowiekiem. Ktoś patrząc z boku powie: wariat?! Zostawia wszystko i idzie za nie wiadomo czym?! Nie chce kariery, pieniędzy, sławy? Zwariował? Głupiec! Idiota! Odmieniec! Staje się przedmiotem szykan, jest prześladowany, poniżany, znieważany.

* * * * * *

Czytam właśnie jeden z napisanych przez niego listów. Z podróży pisał ich wiele - do tych, których kochał i których dobro bardzo leżało mu na sercu. Zadziwiające, jak bardzo jego słowa są aktualne i jak bardzo obecne w codziennym życiu, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Pisał o życiu niełatwym, pełnym wyrzeczeń, poniżenia i pogardy. Ale pisał też o pogodzeniu się z losem i sile, jaką czerpał z tego, co robił i dla kogo.

Wybrał niełatwą drogę. Ilu z nas zrobiłoby dzisiaj to samo?