Blog powstał w I 2005 r. Od 7 XI 2005 r. do 7 X 2006 r. pisany z Dublina. Obecnie pisany z Warszawy.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
* MOJE BLOGI / PROFILE NA FB / TEKSTY NA PORTALU CEL:
BIBLIA:
DUCH ŚWIĘTY DZISIAJ / HOLY SPIRIT TODAY
IRLANDZKIE:
KOŚCIOŁY / SŁUŻBY:
MODLITWA
NAWRÓCENIE
*STRONY P.
UZDROWIENIE
UZDROWIENIE c.d.
ZBAWIENIE
ZNAJOMI ON-LINE
ŻYCIE Z BOGIEM

Skopiuj CSS

Inne

czwartek, 12 czerwca 2014
poniedziałek, 17 lutego 2014

Tekst: Alfred Palla


Wielu zainteresowanych wschodnimi formami sztuki walki oraz gimnastyki medytacyjnej niewiele wie o ich duchowym aspekcie. Ich celem jest uzyskanie jedności z duchową energią wszechświata, co może narazić na wpływ mocy, które się za nią kryją.


Tai Chi

Tai Chi jest chińską sztuką walki, a zarazem gimnastyką medytacyjną, ściśle powiązaną ze wschodnią wiarą w istnienie mistycznej energii chi (qi). Tai Chi nie polega na ćwiczeniu kondycji fizycznej, lecz na koordynacji ciała i umysłu, umożliwiającej przepływ tej mistycznej energii.
W związku z tym, choć ćwiczenia Tai Chai mogą przynieść korzyści zdrowiu fizycznemu, to mogą zaszkodzić zdrowiu duchowemu.

Feng shui

Tradycja feng shui, co po chińsku znaczy „wiatr-woda”, zakłada współzależność między energią życiową chi a krajobrazem, rozplanowaniem i wystrojem wnętrza. Jej zwolennicy próbują ustalić najkorzystniejsze miejsce dla budowli oraz równowagę między jin i jang, co ma według nich ogromny wpływ na swobodny przepływ mistycznej energii chi. W tym celu używa się między innymi wahadełka i różdżki.


Adepci feng shui, dla zapewnienia duchowej ochrony mieszkańcom danego miejsca, stosują wschodnie rytuały i fetysze, na przykład wieszają dzwonki nad drzwiami wejściowymi, aby odstraszały złe duchy. Niestety media często prezentują takie zabobony jako modne i postępowe myślenie w dziedzinie architektury czy wystroju wnętrz.


W Chinach feng shui jest formą geomancji, a więc wróżenia. Wywiera ogromny wpływ na codzienne życie ludzi. W praktyce nikt nie rozpoczyna w Chinach budowy bez rady geomanty. Prowadzi to do dużej kontroli, jaką ci ludzie sprawują nad rodzinami i przywódcami tego kraju.

Scjentologia

Scjentologię stworzył Ron Hubbard (1911-1986), autor powieści science fiction. Wcześniej uczestniczył w ruchu Ordo Templi Orientis, gdzie zgłębiał magię i gnostycyzm. 


Hubbard zawarł swe religijne poglądy w książce Diantetics: The Modern Science of Mental Health (Dianetyka, czyli współczesna nauka o zdrowiu umysłowym). Dianetyka miała pomóc ludziom w pokonaniu kompleksów i nałogów, a także w leczeniu wszelkich chorób. Scjentolodzy obiecują adeptom nadzwyczajne sukcesy i zdolności paranormalne, jakie posiadł Tom Cruise w Mission Impossible, a John Travolta w filmie Fenomen. Nawiasem mówiąc obaj są członkami tego kościoła.


Tytuł książki Hubbarda, podobnie jak sama nazwa Kościoła Scjentologicznego, ma kojarzyć się z nauką. Wiele osób interesuje się scjentologią, ponieważ początkowo sądzą, że mają do czynienia z czymś naukowym. W rzeczywistości scjentologia ma tyle wspólnego z nauką, co książki science fiction.
Na początek zainteresowani otrzymują bezpłatny test zwany Oxford Capacity Test. Nie ma on nic wspólnego z uniwersytetem w Oxfordzie. To pseudonaukowe narzędzie rzekomo diagnozuje stan ducha i psychiki człowieka, ale zawsze przynosi negatywne rezultaty, gdyż jego prawdziwym celem jest zwerbowanie uczestnika do udziału w kosztownych kursach terapeutyczno-rozwojowych, które są oferowane po tym teście za niemałe pieniądze.


Hubbard odrzucił biblijne nauczanie o Bogu, pozbawił Jezusa Chrystusa statusu Boga i Zbawiciela, uznając Go jedynie wielkim nauczycielem, który sam poszukiwał mądrości zawartej w doktrynie scjentologicznej. Hubbard uważał siebie za stojącego na wyższym poziomie niż Chrystus. Odrzucił zbawienie przez ofiarę Mesjasza, przyjmując wiarę w reinkarnację. Promował również okultystyczne techniki, takie jak regresja i podróże astralne.


Według scjentologów ludzie posiadają nieśmiertelną cząstkę zwaną thetanem. Thetany rzekomo dysponują potężną mocą i to one stworzyły wszechświat i ludzkość. Wszystkie religie na ziemi, podobnie jak choroby, są rezultatem engramów wszczepionych ludziom przez złe i żądne władzy thetany. Za ich sprawą powstały więc wszystkie choroby i religie. Sjentolodzy, aby pomóc ludziom w pozbyciu się ich, oferują audytowanie, czyli terapię przypominającą spowiedź, którą prowadzi się w stanie zbliżonym do hipnozy. Istotną rolę odgrywa w tym procesie tzw. E-Metr, urządzenie mierzące reakcję skórno-galwaniczną, które działa niczym poligraf, notujący fizjologiczne reakcje organizmu. Proces audytowania ma oczyścić człowieka i pomóc mu osiągnąć duchowe oświecenie i boskość.
Niestety, zamiast pomocy w dolegliwościach fizycznych, duchowych czy psychicznych, którą zapowiadają propagandowe materiały scjentologiczne, pacjenci po przejściu przez ich terapie i kursy, zwykle czują się dużo gorzej. Psychiatra J.-M. Abgraal badał byłych scjentologów. Mówili mu, że pod koniec audytowania, po wyjściu ze stanu hipnotycznego, czuli się źle, mieli mdłości, odczuwali bóle, zawroty głowy oraz niepokój. 


Scjentologia, choćby tylko ze względu na okultystyczne praktyki i wiarę w reinkarnację, jest absolutnie nie do pogodzenia z chrześcijaństwem.
    
Terapeutyczny dotyk

Terapeutyczny dotyk polega na przesuwaniu rąk nad powierzchnią ciała pacjenta w nadziei przyśpieszenia jego rekonwalescencji. W niektórych krajach stosują go pielęgniarki, choć badania cytowane w książce Alternative Medicine (Medycyna alternatywna) świadczą, że ta terapia nie przynosi żadnych wymiernych korzyści.


Pismo Journal of American Medical Association opublikowało badania przeprowadzone przez Emily Ross z udziałem ponad 20 osób praktykujących terapeutyczny dotyk. Każda wkładała ręce w otwory w ściance, zaś siedząca po drugiej stronie osoba ustawiała swoją dłoń kilka centymetrów nad dłonią terapeuty, który miał odgadnąć czy w pobliżu są ludzkie dłonie czy też nie. Terapeuci trafiali zaledwie w 44% przypadków, czyli nawet poniżej liczby prognozowanej przez rachunek prawdopodobieństwa.


Terapeuci uważają, że potrafią manipulować aurą człowieka, ale dotąd nawet nie potwierdzono jej istnienia. Technika terapeutycznego dotyku opiera się na założeniu, że wszystkie formy życia emanują mistyczną energię. Choroba jest rzekomo rezultatem jej zachwiania, a przesuwanie dłonią nad powierzchnią ciała ma ją stymulować, przyczyniając się do uzdrowienia. Jednakże tej mistycznej energii nie da się stwierdzić empirycznie.


Terapeutyczny dotyk, tak jak inne spirytystyczne metody leczenia, wymaga wiary w możliwość przekazywania tej psychotronicznej energii przez jednego człowieka, drugiemu. Dolores Krieger napisała w swej książce Therapeutic Touch (Terapeutyczny dotyk): „Akt uzdrawiania wiąże się z przekazaniem przepływu energii przez uzdrawiającego na rzecz chorego (...). Uzdrawiający przekazuje tę energię, pranę drugiej osobie”.


Wspomniane aktywności stoją w sprzeczności z naukami Pisma Świętego (Pwt 18:9-14), dlatego terapeutyczny dotyk powinien budzić ostrożność. Krieger twierdzi, że bez wprowadzenia się w ten stan, nie mogła przekazać pacjentowi energii. Napisała, że terapeutyczny dotyk pozwala na dialog z „wyższym ja”, co jest eufemizmem oznaczającym kontakt z duchowymi istotami. Dlatego ta technika niesie podobne niebezpieczeństwa, jak joga. Dolores Krieger napisała: „Czasami nazywam terapeutyczny dotyk – jogą uzdrawiania”.


Wiele pielęgniarek, które parają się terapeutycznym dotykiem, nie ma pojęcia, że w ten sposób czynią siebie spirytystycznymi mediami. Pielęgniarki i lekarze, ze względu na edukację mocno osadzoną na światopoglądzie, wykluczającym duchową rzeczywistość, rzadko orientują się w niebezpieczeństwach okultyzmu. Nie zdają sobie sprawy, że podobną techniką przesuwania dłoni nad ciałem, posługują się między innymi osoby zaangażowane w Wicca, czyli współczesne czarnoksięstwo.

Chrześcijanie powinni modlić się za chorych i kłaść na nich ręce podczas modlitwy, a nawet stosować masaż, ilekroć to jest potrzebne. Dotyk odgrywał ważną rolę w służbie Jezusa i apostołów, dlatego jest nań miejsce w naszej służbie, ale pamiętajmy, że chodziło o dotyk, nie zaś o bezdotykowe przesuwanie dłonią nad ciałem, które rzekomo manipuluje jakąś magiczną energią. Jezus dotykał nawet trędowatych i tym sposobem ich uzdrawiał, ale nigdzie w Ewangeliach nie czytamy, aby leczył przesuwając ręką nad ciałem.

Tekst został zamieszczony na portalu chrześcijańskim CEL:

http://portalcel.pl/niekonwencjonalne-sposoby-leczenia-czesc-czwarta


19:25, emi_grise , Inne
Link
piątek, 24 stycznia 2014

 

Odmienne stany świadomości są stanem umysłu, który usypia lub wyłącza krytyczne myślenie i zaciera kontakt z rzeczywistością. Można się w nie wprowadzić przez specjalne oddychanie, jogę, medytację, mantrę, hipnozę czy muzykę o odpowiednim rytmie.
 
Celem tych stanów jest pasywność umysłu, która otwiera go na wpływ duchowych mocy.
Stany te służą jako środek do różnych osobliwych fenomenów, włącznie z pozyskaniem zdolności psychotronicznych czy kontaktem z istotami, podającymi się za aniołów, kosmitów, zmarłych mistrzów i świętych, a nawet za Marię czy Jezusa.
Poszukiwanie uzdrowienia za wszelką cenę jest nierozsądne, gdyż poddawszy umysł mocom ciemności, nie sposób odzyskać nad nim pełnej kontroli, chyba tylko wyznając to Bogu, jako grzech, wyrzekając się wpływu szatana i oddając umysł Chrystusowi.
 
Hipnoza
     
Zwolennicy  tej terapii twierdzą, że pomaga ona leczyć różne schorzenia, rzucić palenie, obniżyć wagę, osiągnąć lepsze wyniki w nauce, czy zwiększyć poczucie własnej wartości. 
Przedstawienia publiczne z użyciem hipnozy służą czasem rozbawieniu widowni. Wprawny hipnotyzer może sprawić, że człowiek zrobi w tym stanie rzeczy, których inaczej by nie uczynił. Do tego wybiera osoby podatne. Statystycznie około 10% ludzi łatwo ulega hipnozie, natomiast 10% bardzo trudno.
Jak dotąd, nikt nie wie na pewno, jak działa hipnoza. Nie jest to sen, ponieważ badania mózgu przy pomocy elektroencefalografu pokazują podczas snu obecność innych fal, niż w czasie hipnozy czy głębokiej medytacji.
Ernest Hilgard w rezultacie 25-letnich badań opisanych w Psychology Today zauważył, że szczególnie podatni na hipnozę są ludzie zaangażowani w parapsychologię. Nie przypadkiem, gdyż odmienne stany świadomości są praktykowane w różnych formach okultyzmu od wieków. Kiedyś nazywano je zaklinaniem lub rzucaniem czaru, a więc spirytystycznymi praktykami, przed którymi Biblia przestrzega: „Niech nie znajdzie się u ciebie wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni” (Pwt 18:10-12).
     
Kurt Koch, chrześcijański znawca okultyzmu, podał w swoich książkach wiele przypadków, w których hipnoza służyła do nawiązania kontaktu z demonicznymi istotami, w tym również takich, gdzie osoby zabawiały się hipnozą na scenie czy w domu.
     
Słowo Boże zaleca, aby nasze umysły były czujne, co jest przeciwieństwem odmiennych stanów świadomości, w tym hipnozy: „Przeto nie śpijmy jak inni, lecz czuwajmy i bądźmy trzeźwi” (1 Tes 5:6).
 
Medytacja
 
Badania potwierdzają skuteczność medytacji w zmniejszeniu stresu i zwiększeniu kontroli nad ciałem. Ale czy jest to jedynie niewinna technika polegająca na głębokim oddychaniu, dzięki której możemy osiągnąć wewnętrzny spokój? Czy jej cel jest sprzeczny z chrześcijańską wiarą?
Zwolennicy wschodnich technik medytacyjnych starają się usunąć z umysłu wszelkie myśli, aby łatwiej osiągnąć coś w rodzaju autohipnozy. W tym stanie dochodzi do duchowego oświecenia oraz kontaktu z duchowymi mocami. To jest prawdziwy cel uprawiania medytacji na Wschodzie.
Chrześcijanie stosujący medytację powinni zadać sobie pytanie: Czy jest to ten rodzaj medytacji, do jakiego zachęca nas Pismo Święte? Biblijna medytacja polega na rozmyślaniu o Bożej łasce i miłości (Ps 48:10), o stworzeniu i dziełach Bożych (Ps 77:12-13; 119:148), o Prawie Bożym (Ps 119:15), o Jego obietnicach (Ps 119:148). Celem takiej medytacji jest lepsze poznanie Boga. Wschodnia medytacja jest jej przeciwieństwem. Zamiast na Boga, zorientowana jest na człowieka, dlatego nazywamy ją introspektywną, od łacińskiego introspectus, czyli „patrzący do wewnątrz”. Biblijna medytacja prowadzi do oddania czci Bogu, zaś introspektywna do autodeifikacji, czyli ubóstwienia samego siebie.
Autorzy biblijni przestrzegają przed stanami umysłu, do jakich prowadzi wschodnia medytacja, gdyż są one wykorzystywane przez demoniczne moce (1Tes 5:6). Apostoł Piotr napisał: „Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć” (1 P 5:8).

W przypadku wschodniej medytacji katalizatorem kontaktu z duchowymi mocami jest mantra. Polega ona na powtarzaniu zaleconego słowa lub frazy.

Mantra przyzywa istoty kryjące się za powtarzanym imieniem czy nauką. Kim one są? Paweł z Tarsu, który miał doświadczenie na polu walki duchowej napisał, że są demonicznymi zwierzchnościami (1 Kor 10:20). Medytujący może otrzymać od demona duchowe oświecenie i moc, co prowadzi do stopienia się osobowości czciciela z przedmiotem jego czci, a zatem do demonolatrii.

Według wschodnich wierzeń, im więcej razy człowiek powtórzy mantrę, tym głębszy będzie związek i towarzyszące mu okultystyczne oświecenie. Pan Jezus przestrzegł przed taką formą modlitwy: „A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani” (Mt 6:7).

Powtarzanie w kółko pewnych słów, nawet jeśli jest to pacierz czy refren religijnej piosenki, może być niebezpieczne. Wprowadza umysł w stan hipnotycznej pasywności, otwierając go na wpływ duchowych mocy. W podobne stany można wprowadzić umysł narkotykami lub rytmami, na czym bazują niektórzy muzycy.

Wielu adeptów szamanizmu, magii i spirytyzmu jest świadomych tego, że introspektywna medytacja służy demonom za punkt kontaktu z człowiekiem, dlatego ją promują. Członkowie kultów praktykujących okultyzm czy kontrolę umysłu zapoznają ludzi z taką medytacją, gdyż ona czyni umysł podatnym na wpływ demonów.

Początkowo medytacja niesie wewnętrzny pokój, ponieważ diabeł działa odwrotnie niż Bóg. Duch Święty porusza sumieniem człowieka, aby go zawrócić z drogi odstępstwa i śmierci, a kiedy człowiek wchodzi w społeczność z Bogiem, odczuwa pokój w sumieniu i sercu. Diabeł natomiast obdarza fałszywym pokojem wtedy, kiedy człowiek oddala się od Boga. Natomiast, gdy próbuje zbliżyć się do Boga, jest atakowany. Dopiero, kiedy znajdzie się uwikłany w sieci zwiedzenia, demony mogą sobie pozwolić na odkrycie swego prawdziwego oblicza, a wtedy miejsce pokoju zajmuje lęk.

Tak więc, choć wschodnia medytacja początkowo przynosi pokój, to jej skutki przypominają symptomy opętania, zwłaszcza transcendentalna medytacja, którą upowszechnił Maharishi Mahesh Yogi. Według naukowych badań cytowanych przez D. O’Mathunę i W. Larimore’a w Alternative Medicine (Medycyna alternatywna) połowa uprawiających ją osób cierpi z powodu depresji, stanów lękowych, bólów napięciowych i wybuchowości. Niektórzy słyszą dziwne głosy, mają demoniczne wizje, czują paraliżujący strach, tracą władzę nad ciałem, popadają w konwulsje, mają zbrodnicze lub samobójcze myśli.
 
Joga
 
Najpopularniejszą formą medytacji jest joga.
 
Ćwiczenia jogi mają pobudzić mistyczną energię, zwaną wężem Kundalini, rzekomo spoczywającą u tak zwanej podstawy kręgosłupa i przeprowadzić ją przez siedem czakramów do czaszki. Tam dochodzi do unii, której rezultatem jest duchowe oświecenie i osiągnięcie stanu boskości.

Od tej unii pochodzi nazwa jogi w sanskrycie. Joga to duchowa więź z mistyczną, boską energią. Czyją moc reprezentuje wąż Kundalini? Kto obiecał ludziom w raju, że kiedy połączą się z nim w buncie, posiądą duchową wiedzę, boskość i nieśmiertelność? (Rdz 3:4).

Dyletanci widzą w jodze niewinne ćwiczenia oddechowe i możliwość zwiększenia elastyczności ciała. Natomiast zaawansowani jogini, jak na przykład tybetański guru Chogyam Trungpa, przestrzegają, że „unia” z mistyczną mocą, która stanowi prawdziwy cel jogi, niesie z sobą poważne niebezpieczeństwa, włącznie z obłąkaniem i śmiercią. Połączenie z ową duchową siłą może się manifestować wstrząsami, konwulsjami, zniekształceniem twarzy, krzykiem, sardonicznym śmiechem, zwierzęcymi odgłosami i przypływem nadludzkiej mocy.

Adepci jogi, zwłaszcza kiedy próbują zaprzestać jej uprawiania, miewają zwidy, lęki, koszmary i słyszą głosy. Krótko mówiąc, są nachodzeni i nękani. Dzieje się tak, gdyż wschodnie techniki medytacyjne wprowadzają umysł człowieka w stan ułatwiający kontakt z istotami duchowymi, które podają się za bogów, świętych, zmarłych czy kosmitów. Niezależnie od tego, za kogo się podają i jaki kształt przybierają, ich obecność sprowadza duchowe zniewolenie i blokuje zrozumienie prawd Bożych. Dlatego chrześcijanie powinni wystrzegać się introspektywnej medytacji.

Alfred J. Palla

http://portalcel.pl/niekonwencjonalne-sposoby-leczenia-czesc-trzecia


08:21, emi_grise , Inne
Link
czwartek, 02 stycznia 2014
czwartek, 26 grudnia 2013
wtorek, 12 lutego 2013


Jedną z najtrudniejszych rzeczy, która zdarza się niestety nader często „pod naszą szerokością geograficzną”, jest życie pod tzw. ciężkim Niebem, w poczuciu braku zmian na lepsze, w depresji, ciasnocie, braku perspektyw. To może być stan faktyczny na dany czas, ale bywa też złudnym odczuciem. Czymkolwiek jednak jest, sprawia, że życie „boli”, jest trudne. Czy to jest Bożą wolą dla nas? Oczywiście NIE!


Kiedy Jezus umierał na krzyżu, powiedział: „Wykonało się”. Zasłona została rozdarta, Niebo dla nas się otworzyło. Możemy czerpać z Bożych zasobów, z Jego łaski, mądrości bez limitów. Czemu więc jest tak ciężko, kiedy powinno być tak dobrze?


Wszystko już masz
Gdy Bóg dał Izraelitom Ziemię Obiecaną, postawił ich przed murami Jerycha i nakazał, żeby sami zajęli tę ziemię. My dostaliśmy już wszystko w Jezusie Chrystusie, a teraz przez wiarę, podążając za Bożą strategią, zajmujemy krok po kroku nasze Ziemie Obiecane. To, co często jest wymieniane w listach apostolskich, to wiara – oparta na Słowie Boga do nas, czuwanie w modlitwie, wypełnianie się Duchem Świętym, chodzenie w miłości, stanie na straży swojego serca.


Walka na śmierć i życie
Nie żyjemy w neutralnym środowisku, ale w otoczeniu skrajnie wrogim Bogu i nam – Jego dzieciom. Duch tego świata jest duchem kłamliwym, którego najważniejszą bronią jest kłamanie na temat Boga i nas samych. Ma swoich żołnierzy, którzy próbują zatrzymywać odpowiedzi od Boga na nasze modlitwy, strzelać w nas ognistymi pociskami oskarżeń, chorób, negatywnych myśli itp. To sprawia, że absolutnie nie możemy być biernymi chrześcijanami, płynącymi z falą odczuć i tego, co przyniesie dzień, ale musimy nauczyć się walczyć i odbierać „co nasze”, starając się żyć tak blisko Boga, jak to tylko możliwe. W słynnej przypowieści o pannach mądrych i głupich te mądre to pojęły i dbały o to, żeby każdego dnia być blisko Boga i wypełniać się Jego Duchem. Głupim wystarczyło, że się nawróciły i żyły z dnia na dzień. Kiedy przyszedł czas kryzysu – nie miały z czego zaczerpnąć wiary.


Kluczem do pełnego radości i zwycięstwa życia jest nauczenie się otwierania nad sobą Nieba każdego dnia, co pomoże nam też otwierać Niebo nad innymi. „Otwieranie” Nieba to po prostu życie blisko Boga i trwanie w modlitwie, tak aby dzięki codziennie wzrastającej wierze żyć prawdziwą pełnią Bożego życia.


Pierwsza i najważniejsza rzecz, której nie może nam zabraknąć, to niezmiennie poleganie na Bogu i Jego Słowie. Jest to „podstawa sprawiedliwego”. Ta podstawa nie może być naruszona. Jeśli ją porzucamy i zaczynamy polegać na nas samych i naszych zabiegach o życie, wchodzimy do strasznego miejsca przekleństwa i zamkniętego Nieba.


Zależni od Niego
Bóg promuje inicjatywę i pracowitość, jednocześnie pragnąc, żebyśmy byli od Niego zależni, polegali na Nim. Inna postawa wkrótce zrodzi strach, niewiarę, cynizm i sceptycyzm wobec Bożych rzeczy. Tam, gdzie inni będą cieszyć się z Bożej obecności, my nie będziemy widzieć i odczuwać jej wcale. Jak jałowiec na stepie w glebie suchej i słonej. Jakże inny jest stan, opisany w 17 rozdziale Księgi Jeremiasza, stan człowieka polegającego na Bogu, który nawet w czasie suszy jest nasycony Bożym życiem i radością. Tak naprawdę to jest nasza decyzja: czy będę ufać Bogu, Jego Słowu, usilnie starać się Go poznać i doświadczać Jego obecności, czy też będę nieufny i sceptyczny, woląc samemu zadbać o siebie i liczyć tylko na to, co sam zrobię. W historii jednymi z najpracowitszych ludzi dla Królestwa byli zawsze ludzie największej wiary. Uzależniali się od Boga i dawali z siebie sto procent – co dawało wspaniałe rezultaty – potężnych przebudzeń i świadectw Bożego działania.


Życie w nadziei
Człowiek, który oczekuje na Boga, nie traci z oczu nadziei. Ma potrzebę i pragnienie uwielbienia Pana, zanim coś jeszcze otrzyma – i to również pomaga w otwieraniu Nieba nad życiem. Ta nadzieja mówi: Bóg ma dla mnie wspaniałe rzeczy, Bóg ma dla moich bliskich wspaniałe rzeczy, dla mojego kościoła cudowną przyszłość, dla mojego narodu wielkie przeznaczenie, itd. itd. Ta niezachwiana, wsparta Słowem nadzieja będzie ogłaszać Boże Słowo nad ludźmi, okolicznościami, przyszłością, aż zacznie się dziać to, w co wierzy.


Modlitwa
Jezus nakłaniał uczniów do czuwania w modlitwie. Czuwanie oznacza, że nie dasz sobie ukraść niczego, co Bóg ci obiecał, jak tylko zaobserwujesz, że twoja radość gdzieś znikła, zaczniesz wołać do Boga i napierać w modlitwie, uwielbieniu, Słowie – aż radość powróci. To czuwanie doprowadzi cię do miejsca, w którym będziesz pilnie strzegł swojego serca, aby nie wkradła się gorycz, nieprzebaczenie, samoużalanie, zazdrość, itp. To są „lisy”, niszczące twoje żyzne pola, i muszą być natychmiast wyłapywane i niszczone, żeby nie zatruły naszego życia.


Poproś o pomoc
Kto chce mieć nad sobą otwarte Niebo, musi nauczyć się jeszcze jednego. Nie być na tyle dumnym, żeby nie poprosić o modlitwę i pomoc innych współbraci. Już tak to Bóg urządził, że oczekuje od nas, że będziemy sobie nawzajem usługiwać, umywać sobie nawzajem nogi, co może być czasem krępujące, ale zachowuje nas w pokorze i miłości do siebie nawzajem. Spoiwo miłości, którym powinien być połączony Kościół, jest bardzo istotną częścią życia chrześcijańskiego, bardzo często lekceważoną albo wręcz zamienianą na osądzanie siebie nawzajem, zamiast służenia sobie nawzajem.


Bożą wolą jest, aby Jego lud chodził pod otwartym Niebem, żyjąc w wierze, radości, miłości i zwycięstwie, bez względu na okoliczności, klimat, system itp. Są różne miejsca na świecie, od dostatnich i naturalnie błogosławionych, przez biedniejsze i cięższe do życia, aż po skrajnie wrogie, pełne terroru i prześladowań. Bóg jednak o tym wie, i Jego ręka nie jest za krótka, aby sięgnąć tych, którzy Mu ufają i oczekują Jego działania. Ostatecznie oczekuje na nas nagroda – Niebo i Jego nieustająca bliskość, a teraz czasy żniw i wielkiego owocu naszej wiary. Powstańmy więc ze snu i walczmy o życie swoje i innych, mamy tak wiele do wzięcia i tak wiele do dania, i tu, najbliżej nas, i tam gdzieś daleko, gdzie żyje się inaczej i trudniej, albo wbrew pozorom łatwiej, lecz bardziej powierzchownie. Zasłona jest rozdarta, Niebo jest otwarte, wejdźmy z ufnością przed Boży tron i bierzmy dla siebie i innych.

Urszula Jankowska-Matan

 


 

11:03, emi_grise , Inne
Link
czwartek, 07 lutego 2013

"Coraz więcej osób, nawet tych, którzy wyznają osobistą wiarę w Jezusa jako Zbawiciela, czuje lęk przed przyszłością. Co będzie dalej? Co będzie z moją rodziną, dziećmi, domem? Czy będą mogli znaleźć pracę w przyszłości? Warto jest więc zastanowić się, co na temat strachu ma do powiedzenia Biblia.

 
Nie ma co ukrywać, ale to co dzieje się w Polsce, czy na świecie ma coraz to większy wpływ na nasze codzienne życie. Kryzys gospodarczy w strefie euro coraz mocniej dotyka Polskę, zmiany w sferze obyczajowości, za którymi mocno opowiadają się środowiska liberalno-lewicowe (vide – kwestia związków partnerskich, czy też tzw. dyskryminacja osób homoseksualnych) wywołują presję społeczną na tych, którzy prezentują „konserwatywny” co do definicji rodziny), wzrost bezrobocia, to tylko najbardziej znaczące sygnały tego, co dzieje się wokół Kościoła Jezusa Chrystusa. 
 
Niemal od początku
W Piśmie Świętym znajdujemy ponad 400 razy słowo lub zwrot – bać się, strach, lęk itp. Już to proste wyliczenie, jakie daje konkordancja, wskazuje na to, że jest to ważne dla Boga zagadnienie. Z problemem strachu spotykamy się już na początki Biblii, tuż po upadku człowieka (1Moj.3.10). Adam się przestraszył. Ale czego? Czy miał jakiś powód? Czy może było jakieś trzęsienie ziemi lub wypadek? Oczywiście, że nie. Adam przestraszył się Bożej obecności. I właśnie to – strach przed Bożą obecnością, Bogiem jako Osobą jest czymś, co często pojawia się w ludzkim zachowaniu. Niezbawiony człowiek boi się Boga, Jego planów, dróg, jakie przygotował dla człowieka. Boi się, że Bóg obnaży jego życie, wydobędzie na zewnątrz to, co jest w ukryciu. I taki lęk towarzyszy człowiekowi od czasu upadku pierwszych rodziców. Możemy powiedzieć, że strach to jest naturalne doznanie starej natury, które dotyka także ludzi zbawionych. W dziejach Izraela wielokrotnie widzimy sytuację, kiedy ludzie mówili do Mojżesza – boimy się, lękamy się. Mojżesz, kiedy widział gorejący krzew, też się bał (2Moj.3.6).
 
Pójdźmy dalej i głębiej. O jakich więc lękach mówi Biblia?
1.       Lęk związany z działaniem Boga wśród ludzi. Stary Testament jest pełny takich przykładów (wędrówka Izraela). Ale i w Nowym też widzimy takie sytuacje – lęk ogarniał ludzi w Kościele po tym, co stało się z Ananiaszem i Safirą. Ludzie obawiali się Jezusa z powodu cudów, których dokonał (Mk.5,33; 10,32; 11,18), czasami był to lęk religijnych ludzi, którzy postrzegali Jezusa jako osobę, która im zagraża, zagraża ich pozycji. Lęk ogarniał uczniów, kiedy Jezus przemienił się na górze.
Sam Jezus natomiast mówi o lęku, strachu w zupełnie innym kontekście – podkreślał mocno by bać się tego, który ma moc wtrącić do piekła (Łk.12.5)  
2.       Lęk wywoływany działaniem sił natury – fale, trzęsienia ziemi i inne zjawiska. Biblia jest pełna takich przykładów, a codzienne życie przynosi i współczesnym ludziom podobne katastrofy.
3.       Lęk związany ze śmiercią i zniszczeniem (np. Ps.55,5-6).
4.       Strach przed czynami innych ludzi, np. Haman przeląkł się, kiedy wyszedł na jaw jego spisek; Dawid w trudnej sytuacji powiedział: trwoga dookoła (Ps.31). Lęk był też narzędziem walki psychologicznej armii – w Starym Testamencie widzimy wiele takich sytuacji.
5.       Lęk czasów ostatecznych – i to jest lęk, który coraz bardziej jest wyraźny we współczesnym świecie. Czytając Apokalipsę, można zauważyć, że im dalej „w las”, tym więcej lęku na świecie. Każdy kolejny rozdział objawiający sąd na Ziemią zwiększa poziom lęku wśród tych, którzy pozostali na Ziemi. O tych wydarzeniach wspominał także Jezus. Znajdujemy to w Ewangelii Łukasza 23,30.
Patrząc na wielkich bohaterów wiary, wielkich mężów Bożych, którzy są dzisiaj wzorami dla wielu chrześcijan, także możemy zauważyć obecność lęku. Gdyby tak nie było, to Bóg nie zachęcałby ich słowami: nie bój się, nie lękaj się. Bóg wie, że nawet Jego słudzy mogą mieć chwile słabości, zawahania się, wątpliwości, lęku. Widzimy to w życiu Jozuego (Joz.1,6-9), Gedeona (Sdz.6,27), który bał się, co się stanie, jak zareagują ludzie z jego miejscowości, kiedy zobaczą, jak został ścięty posąg Baala; Eliasza (1Krl.19,3), który uciekł, kiedy Izebel poinformowała go, że zostanie zabity. Jeśli ci wielcy ludzie wiary, którzy dokonywali wielkich czynów, którzy przynosili Boże rozwiązania dla swoich miast, kraju itp. odczuwali strach, to czy nam się to nie zdarza? Oczywiście, że się zdarza, bywa, że i my przechodzimy przez takie stany. Jednak warto w tym miejscu zauważyć, że lęk i strach może pojawić się w życiu człowieka z dwóch przyczyn. Pierwsza to działanie Boga i reakcja człowieka na to działanie. Druga to poddanie się pod ducha systemu tego świata. Obie te przyczyny występują w Bożym Słowie. Jednak czy koniecznie musimy być pod wpływem lęku i strachu? Czy nie ma dla nas wyjścia?
 
Nie bój się
Na szczęście fakt, że wielcy biblijni bohaterowie doświadczali lęku, nie oznacza, że i my musimy go doświadczać. Możemy, ale nie musimy. Bo strach wiąże się z decyzją – to od nas zależy, jaką podejmiemy decyzję – bać się, czy nie. Bóg daje nam siłę, żebyśmy być wolni od strachu, ale jednocześnie nie oskarża nas, jeśli pojawi się w naszym życiu lęk – On wie, że nawet jeśli jesteś nowym stworzeniem, twój umysł wymaga nieustannej przemiany (1Kor.12), byś myślał w sposób Chrystusowy. Z jednej strony media, otoczenie ciągną nas do dołu, a diabeł próbuje za wszelką cenę wkładać w nas myśli o strachu. Z drugiej jednak Bóg cały czas mówi: „NIE BÓJ SIĘ, NIE LĘKAJ, BO JESTEM Z TOBĄ, PRZECIEŻ CIĘ KOCHAM!”. On nas kocha, możesz więc być pewien, że Bóg w szczególny sposób troszczy się o ciebie bez względu na to, co dzieje się wokół nas.
 
Mały krok, wielki efekt
Możemy znaleźć mnóstwo wersetów z Bożego Słowa, które potwierdzają taką Bożą postawę. Oto kilka przykładów: List o Hebrajczyków 13,6 (możesz żyć z ufnością, bo masz Boga), List do Rzymian 8,31 (Bóg jest z nami), List do Filipian 4,6-7. Bez względu na sytuację aplikujmy Słowo Boże do naszego życia. Kiedy zaufasz, kiedy uczynisz pierwszy mały krok w stronę Boga, On odpowie swoim wielkim, potężnym korkiem w twoją stronę. A jak to uczyni, pojawi się Boży pokój i Jego ochrona.

Znany psycholog chrześcijański Gary Collins powiedział: „Lęk jako rozdrażnienie i zamartwianie pojawia się wtedy, gdy się odwracamy od Boga, bierzemy na siebie ciężary życia i zakładamy, przynajmniej przez swoją postawę i zachowanie, że to my jesteśmy odpowiedzialni za poradzenie sobie z problemami. Zamiast uznać Bożą suwerenność i moc oraz szukać najpierw Królestwa Bożego, wielu chrześcijan grzeszy własną postawą polegania na sobie i zabsorbowania własnym życiem i problemami. Wtedy to pojawiają się niezdrowe objawy”. Pamiętaj więc, że to od NAS, a nie od Boga zależy, co wybierzemy. Mamy wolną wolę, od nas zależy nasza droga – czy będzie to droga strachu, czy też droga Bożego pokoju. Nie musimy się lękać, nawet w czasach, w których strachu jest coraz więcej. Dookoła może rozpętać się burza, ale ty i ja możemy być w tym świecie Bożą latarnią. A latarnia ma to do siebie, że jest z daleka widoczna i przyciąga tych, którzy szukają bezpiecznego schronienia, w czasach pełnych niepokoju i zamieszania. Tego nam wszystkim życzę.

Jacek Słaby"

22:55, emi_grise , Inne
Link
sobota, 07 kwietnia 2012

Jezus zwyciężył śmierć

to wykonało się

Alleluja, Alleluja!

- dla Ciebie, dla mnie

ZA NAS!

 

20:42, emi_grise , Inne
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2