Blog powstał w I 2005 r. Od 7 XI 2005 r. do 7 X 2006 r. pisany z Dublina. Obecnie pisany z Warszawy.
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
* MOJE BLOGI / PROFILE NA FB / TEKSTY NA PORTALU CEL:
BIBLIA:
DUCH ŚWIĘTY DZISIAJ / HOLY SPIRIT TODAY
IRLANDZKIE:
KOŚCIOŁY / SŁUŻBY:
MODLITWA
NAWRÓCENIE
*STRONY P.
UZDROWIENIE
UZDROWIENIE c.d.
ZBAWIENIE
ZNAJOMI ON-LINE
ŻYCIE Z BOGIEM

Skopiuj CSS
wtorek, 19 marca 2013

ŚWIADECTWO:

 

W marcu ubiegłego roku dowiedzieliśmy się o (nazwijmy to szerzej) neurologicznych problemach naszego synka. Rozpoczął się okres diagnostyki i terapii, wspierany cały czas przez nas modlitwą. W październiku ubiegłego roku zasugerowano nam kolejną diagnozę, gdyż, zdaniem specjalisty, pojawiły się symptomy wskazujące na jedno z wcześniej nie zdiagnozowanych, ale pokrewnych, schorzeń. Pod koniec grudnia otrzymaliśmy pisemną diagnozę z konkretnym rozpoznaniem i zaleceniami. Zaraz potem złożyliśmy prośbę o modlitwę do naszego Kościoła. W okresie Świąt miała miejsce pierwsza modlitwa jednego z pastorów z naszego Kościoła z żoną o naszego synka. Na początku stycznia tego roku przeprowadziliśmy jeszcze jedno, wcześniej zaplanowane, badanie diagnostyczne, które podważyło wyniki wcześniejszej diagnozy. Następnie Kościół modlił się o naszego synka na spotkaniu niedzielnym 6 stycznia. Potem otrzymywaliśmy od specjalistów sygnały o widocznej poprawie we wszystkich sferach dawniej problematycznych i że ta poprawa jest widoczna od stycznia właśnie. Dodatkowo, od końca grudnia ubiegłego roku, wprowadziliśmy potrzebne i zalecane zmiany w diecie, zaczęliśmy stosować u synka także duże, lecznicze ilości oleju lnianego i słonecznikowego (żeby dostarczyć organizmowi kwasów tłuszczowych: ALA i LA). Pomysł o ich zastosowaniu przypomniał się nam akurat w chwili, kiedy trzeba było dokonać niezbędnych, dietetycznych zmian. Wszystkie niezbędne materiały, z których mogliśmy czerpać potrzebną nam widzę, od kilku lat (sic!) mieliśmy wydrukowane w domu.Widać w tym było całkowite Boże prowadzenie. Za to Boże działanie i prowadzenie - Panu Bogu Chwała!

***

1.Zdjęcie pochodzi z : http://www.cbc.ca/news/pointofview/2010/04/active-kids-are-your-children-getting-enough-exercise.html

2. W diecie synka i własnej stosujemy olej lniany tzw. budwigowy (http://olejlnianybudwigowy.pl/) - tłoczony na zimno i przechowywany w lodówce oraz olej słonecznikowy również tłoczony na zimno i przechowywany po otwarciu w lodówce. Olej można kupić w aptekach - nie tylko w miejscu podanym w linku.

3. Korzystamy także z informacji zawartych w książce Arkadiusza Woźniaka pt.: "Oleje kluczem do zdrowia".

niedziela, 10 marca 2013
wtorek, 19 lutego 2013
wtorek, 12 lutego 2013


Jedną z najtrudniejszych rzeczy, która zdarza się niestety nader często „pod naszą szerokością geograficzną”, jest życie pod tzw. ciężkim Niebem, w poczuciu braku zmian na lepsze, w depresji, ciasnocie, braku perspektyw. To może być stan faktyczny na dany czas, ale bywa też złudnym odczuciem. Czymkolwiek jednak jest, sprawia, że życie „boli”, jest trudne. Czy to jest Bożą wolą dla nas? Oczywiście NIE!


Kiedy Jezus umierał na krzyżu, powiedział: „Wykonało się”. Zasłona została rozdarta, Niebo dla nas się otworzyło. Możemy czerpać z Bożych zasobów, z Jego łaski, mądrości bez limitów. Czemu więc jest tak ciężko, kiedy powinno być tak dobrze?


Wszystko już masz
Gdy Bóg dał Izraelitom Ziemię Obiecaną, postawił ich przed murami Jerycha i nakazał, żeby sami zajęli tę ziemię. My dostaliśmy już wszystko w Jezusie Chrystusie, a teraz przez wiarę, podążając za Bożą strategią, zajmujemy krok po kroku nasze Ziemie Obiecane. To, co często jest wymieniane w listach apostolskich, to wiara – oparta na Słowie Boga do nas, czuwanie w modlitwie, wypełnianie się Duchem Świętym, chodzenie w miłości, stanie na straży swojego serca.


Walka na śmierć i życie
Nie żyjemy w neutralnym środowisku, ale w otoczeniu skrajnie wrogim Bogu i nam – Jego dzieciom. Duch tego świata jest duchem kłamliwym, którego najważniejszą bronią jest kłamanie na temat Boga i nas samych. Ma swoich żołnierzy, którzy próbują zatrzymywać odpowiedzi od Boga na nasze modlitwy, strzelać w nas ognistymi pociskami oskarżeń, chorób, negatywnych myśli itp. To sprawia, że absolutnie nie możemy być biernymi chrześcijanami, płynącymi z falą odczuć i tego, co przyniesie dzień, ale musimy nauczyć się walczyć i odbierać „co nasze”, starając się żyć tak blisko Boga, jak to tylko możliwe. W słynnej przypowieści o pannach mądrych i głupich te mądre to pojęły i dbały o to, żeby każdego dnia być blisko Boga i wypełniać się Jego Duchem. Głupim wystarczyło, że się nawróciły i żyły z dnia na dzień. Kiedy przyszedł czas kryzysu – nie miały z czego zaczerpnąć wiary.


Kluczem do pełnego radości i zwycięstwa życia jest nauczenie się otwierania nad sobą Nieba każdego dnia, co pomoże nam też otwierać Niebo nad innymi. „Otwieranie” Nieba to po prostu życie blisko Boga i trwanie w modlitwie, tak aby dzięki codziennie wzrastającej wierze żyć prawdziwą pełnią Bożego życia.


Pierwsza i najważniejsza rzecz, której nie może nam zabraknąć, to niezmiennie poleganie na Bogu i Jego Słowie. Jest to „podstawa sprawiedliwego”. Ta podstawa nie może być naruszona. Jeśli ją porzucamy i zaczynamy polegać na nas samych i naszych zabiegach o życie, wchodzimy do strasznego miejsca przekleństwa i zamkniętego Nieba.


Zależni od Niego
Bóg promuje inicjatywę i pracowitość, jednocześnie pragnąc, żebyśmy byli od Niego zależni, polegali na Nim. Inna postawa wkrótce zrodzi strach, niewiarę, cynizm i sceptycyzm wobec Bożych rzeczy. Tam, gdzie inni będą cieszyć się z Bożej obecności, my nie będziemy widzieć i odczuwać jej wcale. Jak jałowiec na stepie w glebie suchej i słonej. Jakże inny jest stan, opisany w 17 rozdziale Księgi Jeremiasza, stan człowieka polegającego na Bogu, który nawet w czasie suszy jest nasycony Bożym życiem i radością. Tak naprawdę to jest nasza decyzja: czy będę ufać Bogu, Jego Słowu, usilnie starać się Go poznać i doświadczać Jego obecności, czy też będę nieufny i sceptyczny, woląc samemu zadbać o siebie i liczyć tylko na to, co sam zrobię. W historii jednymi z najpracowitszych ludzi dla Królestwa byli zawsze ludzie największej wiary. Uzależniali się od Boga i dawali z siebie sto procent – co dawało wspaniałe rezultaty – potężnych przebudzeń i świadectw Bożego działania.


Życie w nadziei
Człowiek, który oczekuje na Boga, nie traci z oczu nadziei. Ma potrzebę i pragnienie uwielbienia Pana, zanim coś jeszcze otrzyma – i to również pomaga w otwieraniu Nieba nad życiem. Ta nadzieja mówi: Bóg ma dla mnie wspaniałe rzeczy, Bóg ma dla moich bliskich wspaniałe rzeczy, dla mojego kościoła cudowną przyszłość, dla mojego narodu wielkie przeznaczenie, itd. itd. Ta niezachwiana, wsparta Słowem nadzieja będzie ogłaszać Boże Słowo nad ludźmi, okolicznościami, przyszłością, aż zacznie się dziać to, w co wierzy.


Modlitwa
Jezus nakłaniał uczniów do czuwania w modlitwie. Czuwanie oznacza, że nie dasz sobie ukraść niczego, co Bóg ci obiecał, jak tylko zaobserwujesz, że twoja radość gdzieś znikła, zaczniesz wołać do Boga i napierać w modlitwie, uwielbieniu, Słowie – aż radość powróci. To czuwanie doprowadzi cię do miejsca, w którym będziesz pilnie strzegł swojego serca, aby nie wkradła się gorycz, nieprzebaczenie, samoużalanie, zazdrość, itp. To są „lisy”, niszczące twoje żyzne pola, i muszą być natychmiast wyłapywane i niszczone, żeby nie zatruły naszego życia.


Poproś o pomoc
Kto chce mieć nad sobą otwarte Niebo, musi nauczyć się jeszcze jednego. Nie być na tyle dumnym, żeby nie poprosić o modlitwę i pomoc innych współbraci. Już tak to Bóg urządził, że oczekuje od nas, że będziemy sobie nawzajem usługiwać, umywać sobie nawzajem nogi, co może być czasem krępujące, ale zachowuje nas w pokorze i miłości do siebie nawzajem. Spoiwo miłości, którym powinien być połączony Kościół, jest bardzo istotną częścią życia chrześcijańskiego, bardzo często lekceważoną albo wręcz zamienianą na osądzanie siebie nawzajem, zamiast służenia sobie nawzajem.


Bożą wolą jest, aby Jego lud chodził pod otwartym Niebem, żyjąc w wierze, radości, miłości i zwycięstwie, bez względu na okoliczności, klimat, system itp. Są różne miejsca na świecie, od dostatnich i naturalnie błogosławionych, przez biedniejsze i cięższe do życia, aż po skrajnie wrogie, pełne terroru i prześladowań. Bóg jednak o tym wie, i Jego ręka nie jest za krótka, aby sięgnąć tych, którzy Mu ufają i oczekują Jego działania. Ostatecznie oczekuje na nas nagroda – Niebo i Jego nieustająca bliskość, a teraz czasy żniw i wielkiego owocu naszej wiary. Powstańmy więc ze snu i walczmy o życie swoje i innych, mamy tak wiele do wzięcia i tak wiele do dania, i tu, najbliżej nas, i tam gdzieś daleko, gdzie żyje się inaczej i trudniej, albo wbrew pozorom łatwiej, lecz bardziej powierzchownie. Zasłona jest rozdarta, Niebo jest otwarte, wejdźmy z ufnością przed Boży tron i bierzmy dla siebie i innych.

Urszula Jankowska-Matan

 


 

11:03, emi_grise , Inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 lutego 2013

"Coraz więcej osób, nawet tych, którzy wyznają osobistą wiarę w Jezusa jako Zbawiciela, czuje lęk przed przyszłością. Co będzie dalej? Co będzie z moją rodziną, dziećmi, domem? Czy będą mogli znaleźć pracę w przyszłości? Warto jest więc zastanowić się, co na temat strachu ma do powiedzenia Biblia.

 
Nie ma co ukrywać, ale to co dzieje się w Polsce, czy na świecie ma coraz to większy wpływ na nasze codzienne życie. Kryzys gospodarczy w strefie euro coraz mocniej dotyka Polskę, zmiany w sferze obyczajowości, za którymi mocno opowiadają się środowiska liberalno-lewicowe (vide – kwestia związków partnerskich, czy też tzw. dyskryminacja osób homoseksualnych) wywołują presję społeczną na tych, którzy prezentują „konserwatywny” co do definicji rodziny), wzrost bezrobocia, to tylko najbardziej znaczące sygnały tego, co dzieje się wokół Kościoła Jezusa Chrystusa. 
 
Niemal od początku
W Piśmie Świętym znajdujemy ponad 400 razy słowo lub zwrot – bać się, strach, lęk itp. Już to proste wyliczenie, jakie daje konkordancja, wskazuje na to, że jest to ważne dla Boga zagadnienie. Z problemem strachu spotykamy się już na początki Biblii, tuż po upadku człowieka (1Moj.3.10). Adam się przestraszył. Ale czego? Czy miał jakiś powód? Czy może było jakieś trzęsienie ziemi lub wypadek? Oczywiście, że nie. Adam przestraszył się Bożej obecności. I właśnie to – strach przed Bożą obecnością, Bogiem jako Osobą jest czymś, co często pojawia się w ludzkim zachowaniu. Niezbawiony człowiek boi się Boga, Jego planów, dróg, jakie przygotował dla człowieka. Boi się, że Bóg obnaży jego życie, wydobędzie na zewnątrz to, co jest w ukryciu. I taki lęk towarzyszy człowiekowi od czasu upadku pierwszych rodziców. Możemy powiedzieć, że strach to jest naturalne doznanie starej natury, które dotyka także ludzi zbawionych. W dziejach Izraela wielokrotnie widzimy sytuację, kiedy ludzie mówili do Mojżesza – boimy się, lękamy się. Mojżesz, kiedy widział gorejący krzew, też się bał (2Moj.3.6).
 
Pójdźmy dalej i głębiej. O jakich więc lękach mówi Biblia?
1.       Lęk związany z działaniem Boga wśród ludzi. Stary Testament jest pełny takich przykładów (wędrówka Izraela). Ale i w Nowym też widzimy takie sytuacje – lęk ogarniał ludzi w Kościele po tym, co stało się z Ananiaszem i Safirą. Ludzie obawiali się Jezusa z powodu cudów, których dokonał (Mk.5,33; 10,32; 11,18), czasami był to lęk religijnych ludzi, którzy postrzegali Jezusa jako osobę, która im zagraża, zagraża ich pozycji. Lęk ogarniał uczniów, kiedy Jezus przemienił się na górze.
Sam Jezus natomiast mówi o lęku, strachu w zupełnie innym kontekście – podkreślał mocno by bać się tego, który ma moc wtrącić do piekła (Łk.12.5)  
2.       Lęk wywoływany działaniem sił natury – fale, trzęsienia ziemi i inne zjawiska. Biblia jest pełna takich przykładów, a codzienne życie przynosi i współczesnym ludziom podobne katastrofy.
3.       Lęk związany ze śmiercią i zniszczeniem (np. Ps.55,5-6).
4.       Strach przed czynami innych ludzi, np. Haman przeląkł się, kiedy wyszedł na jaw jego spisek; Dawid w trudnej sytuacji powiedział: trwoga dookoła (Ps.31). Lęk był też narzędziem walki psychologicznej armii – w Starym Testamencie widzimy wiele takich sytuacji.
5.       Lęk czasów ostatecznych – i to jest lęk, który coraz bardziej jest wyraźny we współczesnym świecie. Czytając Apokalipsę, można zauważyć, że im dalej „w las”, tym więcej lęku na świecie. Każdy kolejny rozdział objawiający sąd na Ziemią zwiększa poziom lęku wśród tych, którzy pozostali na Ziemi. O tych wydarzeniach wspominał także Jezus. Znajdujemy to w Ewangelii Łukasza 23,30.
Patrząc na wielkich bohaterów wiary, wielkich mężów Bożych, którzy są dzisiaj wzorami dla wielu chrześcijan, także możemy zauważyć obecność lęku. Gdyby tak nie było, to Bóg nie zachęcałby ich słowami: nie bój się, nie lękaj się. Bóg wie, że nawet Jego słudzy mogą mieć chwile słabości, zawahania się, wątpliwości, lęku. Widzimy to w życiu Jozuego (Joz.1,6-9), Gedeona (Sdz.6,27), który bał się, co się stanie, jak zareagują ludzie z jego miejscowości, kiedy zobaczą, jak został ścięty posąg Baala; Eliasza (1Krl.19,3), który uciekł, kiedy Izebel poinformowała go, że zostanie zabity. Jeśli ci wielcy ludzie wiary, którzy dokonywali wielkich czynów, którzy przynosili Boże rozwiązania dla swoich miast, kraju itp. odczuwali strach, to czy nam się to nie zdarza? Oczywiście, że się zdarza, bywa, że i my przechodzimy przez takie stany. Jednak warto w tym miejscu zauważyć, że lęk i strach może pojawić się w życiu człowieka z dwóch przyczyn. Pierwsza to działanie Boga i reakcja człowieka na to działanie. Druga to poddanie się pod ducha systemu tego świata. Obie te przyczyny występują w Bożym Słowie. Jednak czy koniecznie musimy być pod wpływem lęku i strachu? Czy nie ma dla nas wyjścia?
 
Nie bój się
Na szczęście fakt, że wielcy biblijni bohaterowie doświadczali lęku, nie oznacza, że i my musimy go doświadczać. Możemy, ale nie musimy. Bo strach wiąże się z decyzją – to od nas zależy, jaką podejmiemy decyzję – bać się, czy nie. Bóg daje nam siłę, żebyśmy być wolni od strachu, ale jednocześnie nie oskarża nas, jeśli pojawi się w naszym życiu lęk – On wie, że nawet jeśli jesteś nowym stworzeniem, twój umysł wymaga nieustannej przemiany (1Kor.12), byś myślał w sposób Chrystusowy. Z jednej strony media, otoczenie ciągną nas do dołu, a diabeł próbuje za wszelką cenę wkładać w nas myśli o strachu. Z drugiej jednak Bóg cały czas mówi: „NIE BÓJ SIĘ, NIE LĘKAJ, BO JESTEM Z TOBĄ, PRZECIEŻ CIĘ KOCHAM!”. On nas kocha, możesz więc być pewien, że Bóg w szczególny sposób troszczy się o ciebie bez względu na to, co dzieje się wokół nas.
 
Mały krok, wielki efekt
Możemy znaleźć mnóstwo wersetów z Bożego Słowa, które potwierdzają taką Bożą postawę. Oto kilka przykładów: List o Hebrajczyków 13,6 (możesz żyć z ufnością, bo masz Boga), List do Rzymian 8,31 (Bóg jest z nami), List do Filipian 4,6-7. Bez względu na sytuację aplikujmy Słowo Boże do naszego życia. Kiedy zaufasz, kiedy uczynisz pierwszy mały krok w stronę Boga, On odpowie swoim wielkim, potężnym korkiem w twoją stronę. A jak to uczyni, pojawi się Boży pokój i Jego ochrona.

Znany psycholog chrześcijański Gary Collins powiedział: „Lęk jako rozdrażnienie i zamartwianie pojawia się wtedy, gdy się odwracamy od Boga, bierzemy na siebie ciężary życia i zakładamy, przynajmniej przez swoją postawę i zachowanie, że to my jesteśmy odpowiedzialni za poradzenie sobie z problemami. Zamiast uznać Bożą suwerenność i moc oraz szukać najpierw Królestwa Bożego, wielu chrześcijan grzeszy własną postawą polegania na sobie i zabsorbowania własnym życiem i problemami. Wtedy to pojawiają się niezdrowe objawy”. Pamiętaj więc, że to od NAS, a nie od Boga zależy, co wybierzemy. Mamy wolną wolę, od nas zależy nasza droga – czy będzie to droga strachu, czy też droga Bożego pokoju. Nie musimy się lękać, nawet w czasach, w których strachu jest coraz więcej. Dookoła może rozpętać się burza, ale ty i ja możemy być w tym świecie Bożą latarnią. A latarnia ma to do siebie, że jest z daleka widoczna i przyciąga tych, którzy szukają bezpiecznego schronienia, w czasach pełnych niepokoju i zamieszania. Tego nam wszystkim życzę.

Jacek Słaby"

22:55, emi_grise , Inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 października 2012

PRAWDA O HALLOWEEN

 

W starożytności niemal wszystkie kultury obchodziły Święto Zmarłych na początku listopada. Czy w ten sposób pierwsi ludzie upamiętniali globalny kataklizm, który pogrzebał ich świat w czasach Noego? Skąd się wzięła okultystyczna symbolika święta Halloween? Czy powinniśmy pozwalać dzieciom przebierać się za czarownice, duchy i kościotrupy? Czy może z tego wyniknąć dla nich jakaś szkoda?

Prawdziwa geneza Święta Zmarłych

Starożytni Egipcjanie, Fenicjanie, Asyryjczycy, Żydzi, Persowie, a także mieszkańcy dawnych Indii, Europy, Meksyku i Peru obchodzili na początku listopada Dzień Śmierci połączony z Nowym Rokiem. Frederick Filby, badacz dawnych tradycji,napisał: „Stary świat zginął w listopadzie, a w rok potem w tym samym miesiącu zaczęła się nowa era. Oba te wydarzenia zakorzeniły się w pamięci ludzkości.
Odtąd listopad kojarzy się ludziom na całym świecie z Dniem Zmarłych, a w wielu starożytnych kalendarzach także z Nowym Rokiem, choć ta data nie ma uzasadnienia w przesileniu słonecznym, zrównaniu dnia z nocą, czy w innym astronomicznym zjawisku” .

Według biblijnej chronologii, potop zaczął się 17. dnia drugiego miesiąca (Rdz 7:11). Miesiąc ten nazywano Marheszwan, albo Bul (1Krl 6:38) . Drugi miesiąc zaczynał się w połowie października, a zatem 17. dzień tego miesiąca wypadał na początku listopada (Wj 34:22; 23:16) . Wydaje się, że Święto Zmarłych jest pamiątką rozpoczęcia potopu, a Nowy Rok jego zakończenia, gdyż w rok po potopie ludzie wyszli z Arki, aby rozpocząć życie od nowa na ziemi. W starożytności te święta obchodzono jedno po drugim na przełomie października i listopada.

Halloween, święto demonów?

Z czasem historia potopu uległa zapomnieniu, ale dzień pamięci po wszystkich zmarłych był nadal obchodzony, z tym, że w krajach anglosaskich poprzedzało go okultystyczne święto Halloween (All Hallows Eve), czyli wigilia Wszystkich Świętych (ang. All saints day).

Dawni Celtowie w Wielkiej Brytanii czcili w tym dniu Samhaina, demonicznego „pana śmierci”. Wierzyli, że tego dnia dusze zmarłych wracają do świata żywych. Pismo Święte nie potwierdza tego zabobonu. Czytamy w nim, że zmarli nie wracają do żywych: „Jak obłok się rozchodzi i znika, tak nie wraca ten, kto zstąpił do krainy umarłych. Nigdy już nie wróci do swego domu, a miejsce jego zamieszkania nie wie już nic o nim” (Hi 7:9-10). Biblia ostrzega, że demony potrafią przybrać postać zmarłych, zwodząc w ten sposób ludzi (2Kor 11:14).

Znajoma mojego kolegi miała syna na wojnie w Wietnamie. Pewnego dnia otrzymała zawiadomienie z Pentagonu, że zaginął w akcji i prawdopodobnie nie żyje. W jakiś czas potem odwiedziła ją sąsiadka uczęszczająca regularnie na seanse spirytystyczne, mówiąc:

– Twój syn pojawia się w czasie naszych seansów. Prosi, żebyś przyszła zobaczyć się z nim.

Pomimo nalegań, kobieta bała się to zrobić, gdyż wiedziała, że Biblia zakazuje kontaktów z duchami. Kilka tygodni później ta sama sąsiadka znów przyszła, mówiąc, że syn pojawia się regularnie z tą samą prośbą. W końcu ciekawośćprzemogła i poszła. Podczas seansu pojawiła się istota wyglądem i głosem przypominająca jej syna. Zapytała ducha o szczegóły, których nikt nie znał poza nią i synem, aby się upewnić, czy to jej syn. Przekonana, że to duch jej syna, stała się regularną uczestniczką tych spirytystycznych spotkań.

Minęło wiele miesięcy. Pewnego dnia ktoś zapukał do jej drzwi. Gdy je
otworzyła, zobaczyła syna! Myśląc, że to duch, wykrzyknęła:

– Co tu robisz, przecież nasze spotkanie jest dopiero za kilka dni?!

Okazało się, że jej syn odnalazł się i wrócił z innymi żołnierzami do kraju...



Na takiej samej zasadzie demony ukazywały się ludziom w starożytności,
przybierając postać bogów lub zmarłych i czynią to do dzisiaj. W czasie Święta
Zmarłych demony domagały się od ludzi ofiar, zwykle w postaci jedzenia i napoju
alkoholowego. Ofiary te były formą oddawania im czci. Jeśli ludzie ich nie
składali, demony czyniły im szkodę. Z tego wzięło się powiedzenie „Trick or
Treat”. Z tymi słowami dzieci w USA, które pukają w Halloween do drzwi
sąsiadów, jakby ostrzegając, że albo dostaną poczęstunek w postaci słodyczy,
albo zrobią złego psikusa.

Okultystyczne symbole i praktyki

Halloween przywędrowało do Ameryki za pośrednictwem irlandzkich imigrantów w
XIX wieku. Jego okultystyczny charakter wynika z celtyckich korzeni tego
święta. Wśród Celtów był to dzień składania duchom ofiar i kontaktowania się z
demonami. Do dziś jest ono jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu
czarownic i satanistów.

Czarownice czczą naturę, zamiast Stwórcy, kontaktując się ze złymi duchami za
pośrednictwem talizmanów, zaklęć i narkotyków. Dlatego stosują w rytuałach symbole
podkreślające kult natury i szatana. Na przykład miotła czarownicy symbolizuje
męski organ seksualny. Czarownica siedząca czy latająca na miotle miała
sprawić, że łany zboża wstają i wzrastają, dając większy plon. W ten sposób
dedykowały szatanowi panowanie nad terenem, który zamieszkiwały. W zamian
czarownice otrzymywały od diabła nadprzyrodzoną moc, z której korzystały między
innymi przy pomocy zaklęć i uroków. Kult szatana, jakiemu się oddawały był w
sprzeczności z przykazaniem Bożym, które nakazuje oddawać ją wyłącznie Bogu:
„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” (Wj 20:3) .

Bóg zakazuje nam praktyk okultystycznych, ponieważ kryją się za nimi demony:
„Niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją
córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej,
ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni (Pwt 18:10-12).

Czarownice służyły demonom, dlatego dzieciom Boży nie przynosi chluby
przebieranie się za wróżki, wiedźmy, duchy czy kościotrupy. Szkielet był
symbolem boga zmarłych, czczonego przez czarownice i satanistów jako “rogaty
bóg”, czyli szatan. Z kolei czaszki używano w wielu kulturach jako medium do nawiązania kontaktu z duchami.

Zabawy w Halloween oscylują wokół okultystycznych praktyk, takich jak wróżenie, których Słowo Boże zakazuje (Pwt 18:10). W Halloween wróży się zwykle przy pomocy lanego wosku, fusów z kawy czy ze skórek jabłka. Wierzono na przykład, że niezamężna dziewczyna ujrzy w tym dniu zarys twarzy swojego przyszłego męża, jeśli w ciemnym pokoju spojrzy w lustro. Natomiast, jeżeli zobaczy tam trupiączaszkę, to znaczy, że umrze przed datą ślubu. Nieraz taka klątwa kładła się cieniem na osobie przeświadczonej o swej rychłej śmierci, stając się samowypełniającym proroctwem.

Czy chrześcijańskie dzieci powinny obchodzić Halloween?

Poganie składali w Halloween ofiary duchom, aby nie doznać od nich szkody, a w
swoich domach zapalali dużo świateł, aby rozproszyć ciemności i ostać się przed
demonami, które wolą ciemność od jasności. My nie musimy robić takich rzeczy,
ponieważ naszym Panem jest Jezus Chrystus, który powiedział: „Ja jestem
światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz
będzie miał światło życia” (J 8:12). W Jego obecności nie ma lęku przed
demonami, Jezus obiecał, że zawsze będzie z nami: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28:20).

Czy jako chrześcijanie powinniśmy pozwalać naszym dzieciom przebierać się za
czarownice, duchy i kościotrupy lub godzić się na ich udział we wróżbach
towarzyszących zabawom w Halloween? Dla dzieci jest to okazja, aby przebrać się w niecodzienne stroje, nazbierać słodyczy i zabawić z rówieśnikami. Natomiast dla królestwa ciemności jest to promocja. Czy powinniśmy promować cokolwiek, co ma związek z królestwem ciemności? Słowo Boże tego nie zaleca. Apostoł Paweł napisał: „Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie” (1Tes 5:22).

Strzeżmy swoje dzieci przed udziałem w okultystycznych praktykach i grach,
ponieważ demony nawet zabawę traktują jako formę zaproszenia dla siebie . A
jeśli naszym dzieciom ma być żal zabawy, jaką mają w tym czasie ich rówieśnicy, to kupmy im słodycze i zorganizujmy dla nich jakieś przyjemne zajęcia w domu, ale bez okultystycznych konotacji.

Czy możemy wykorzystać Święto Zmarłych ku dobremu? Tak, bo możemy opowiedziećnaszym znajomym o sądzie Bożym, który zaskoczył ludzkość za dni Noego, kiedy to ostała się tylko jedna rodzina, gdyż była wierna Słowu Bożemu. Podobny sąd przyjdzie na ten świat przy powtórnym przyjściu Chrystusa, kiedy znów tylko garstka okaże się wierna przykazaniom Bożym (Ap 12:17; 14:12). Jezus powiedział: „A jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego” (Łk 17:26). Czy jesteś gotowy na Jego powtórne przyjście?

Alfred Palla

 

wtorek, 24 lipca 2012

Kiedyś odpowiedziałam sobie szczerze na kilka takich pytań. Może wtedy trochę bolało, ale dzisiaj cieszę się, że wtedy Pan Bóg podważył mój ówczesny "sens bycia i życia":
 
1. Jeżeli dwie osoby mają na jakiś temat dwa różne zdania, to co najmniej jedna z nich znajduje się w błędzie.

2. Jeżeli czyjś światopogląd w wyniku konfrontacji z argumentacją innej osoby legł w gruzach, to dla tej osoby to dobrze.
...
3. Trwanie przy swoim światopoglądzie pomimo jego wewnętrznej sprzeczności jest głupotą i nie podoba się Bogu.

4. Trwanie przy swoim światopoglądzie pomimo jego niezgodności z obserwacją jest głupotą i nie podoba się Bogu.

5. Jezus, chodząc po ziemi, podważał ludziom sens bycia i życia.

6. Człowiek, używając swojego rozumu, jest w stanie uwierzyć w istnienie Boga i rozpocząć poszukiwanie Go.

7. Człowiek, który szuka Boga, znajdzie Go, a gwarancją tego jest Bóg, a nie staranie się człowieka.

8. Człowiek, który pragnie pogłębić swoją relację z Bogiem, pogłębi ją, bo Bóg jest tym zainteresowany.

9. Tym, którzy pozytywnie odpowiedzieli na osobę Jezusa, Jezus całkowicie zmienił życie (cele, styl, zachowania, moralność).

10. Jeżeli Jezus zmienia komuś życie, to dla takiej osoby to dobrze.
                                                                                                                   (W.A.)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59