Blog powstał w I 2005 r. Od 7 XI 2005 r. do 7 X 2006 r. pisany z Dublina. Obecnie pisany z Warszawy.
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
* MOJE BLOGI / PROFILE NA FB / TEKSTY NA PORTALU CEL:
BIBLIA:
DUCH ŚWIĘTY DZISIAJ / HOLY SPIRIT TODAY
IRLANDZKIE:
KOŚCIOŁY / SŁUŻBY:
MODLITWA
NAWRÓCENIE
*STRONY P.
UZDROWIENIE
UZDROWIENIE c.d.
ZBAWIENIE
ZNAJOMI ON-LINE
ŻYCIE Z BOGIEM

Skopiuj CSS
środa, 11 listopada 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
niedziela, 03 sierpnia 2014

Chciałabym, abyśmy zauważyli, że uzdrowienia pod naszymi rękami nie oczekują na specjalną oprawę, porę czy miejsce. Mamy iść uzdrawiać chorych niejako z marszu i ja, w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, tak właśnie wtedy zrobiłam.

Moja Teściowa w marcu tego roku zachorowała na bezobjawowe zapalenie płuc (tak to określano) oporne na trzy różne antybiotyki. Nie mogła, mimo skierowania na cito, iść do szpitala ze względu na swojego męża, który właśnie ze szpitala wrócił. W tym czasie miała zrobione trzy prześwietlenia płuc. Pod koniec kwietnia odczytano jej wynik.

Modliłam się o Mamę na początku kwietnia. Było to o tyle zabawne, że w tym czasie mąż z synkiem czekali na mnie w samochodzie, a ja, czując wyraźnie, że mam osobiście o Mamę się pomodlić, poszłam do domu Teściów dosłownie na 15 minut i wróciłam do samochodu.

Chciałabym, abyśmy zauważyli, że uzdrowienia pod naszymi rękami nie oczekują na specjalną oprawę, porę czy miejsce. Mamy iść uzdrawiać chorych niejako z marszu i ja, w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, tak właśnie wtedy zrobiłam.

W trakcie modlitwy, Mama poczuła ciepło w chorym płucu i przemieszczenie w zdrowym. Płuca teraz są czyste, a miały widoczny na prześwietleniu okrągły, cienisty ślad, który kwalifikował Mamę na cito do szpitala specjalistycznego w Otwocku. Specjaliści mówili Mamie, że coś takiego może się utrzymywać do 6-8 tygodni po zapaleniu płuc, ale tak naprawdę sami nie wiedzieli, co to jest i czy to nie jest zmiana nowotworowa. Inny lekarz zauważył, że ta dziwna zmiana w płucu była już widoczna na prześwietleniu z 2007 roku, a teraz, na ostatnim prześwietleniu, prawie jej nie ma.

Gdy modliłam się o moją Mamę, opowiedziałam jej najpierw o tym, co kilka dni wcześniej działo się na spotkaniu Kościoła Ulicznego, w którym brałam udział. Opowiedziałam właśnie o uzdrowieniu płuc bezdomnego Pana, który publicznie złożył potem świadectwo, mówiąc że Pan Jezus przechadza się pośród nas; a także o uzdrowieniu wzroku Pana Stasia. Była bardzo poruszona, a jej serce było gotowe, by poddać się Bożemu działaniu.

Dzielmy się z innymi swoimi świadectwami – zawsze! Niech jedno pracuje na kolejne i niech Bóg odbiera sobie z nich należną Mu chwałę!
Co ciekawe – Mama ostatecznie dotarła do szpitala w Otwocku w maju, ale tylko po to, by po licznych specjalistycznych badaniach usłyszeć potwierdzenie, że w płucach nic nie ma!

Dziękuję Ci, Jezu, że jesteś żywym i prawdziwym Bogiem! Za to że Twoja Ofiara na krzyżu jest wystarczająca dla każdego z nas i że Ty wziąłeś na krzyż także nasze choroby i cierpienia! Dziękuję Ci, Boże, że Ty użyjesz każdych rąk i każdego serca, by nieść Twoje życie do zagubionych! Amen!

---

Moje świadectwo zamieszczone na:

http://www.portalcel.pl/posluszni-duchowi-swiadectwo-uzdrowienia/

17:11, emi_grise , UZDROWIENIE
Link

Wspaniałe i fascynujące jest to, że wystarczy nasze małe: „tak”, „chcę” i „wykonuję”, a Bóg uczyni z tego CUDowną, ponadnaturalną, zaskakującą i nieprzewidywalną resztę!

Kilka miesięcy temu, idąc za głosem Ducha Świętego, zaczęłam modlić się o uzdrowienie, ale także o zbawienie innych. Gdy tylko pozwoliłam dojść do głosu temu pragnieniu mojego serca, Bóg dał mi tak niesamowite przyspieszenie jeśli chodzi o poznanie, doświadczanie i możliwości uczenia się od innych, że od tego momentu moje życie nigdy już nie będzie takie samo.

Pierwsze uzdrowienia zaczęły dotykać osób z mojej najbliższej rodziny i mnie samej. Potem zaczęłam modlić się o innych – poza domem – na spotkaniach Kościoła Ulicznego w Warszawie – w Namiocie Uzdrowienia.

Chciałabym podzielić się jednym, szczególnym świadectwem tego, co miało miejsce 2 kwietnia tego rok. Mam przekonanie, że Bóg chce nam wszystkim coś ciekawego przez nie powiedzieć.

Było to moje 8 spotkanie Kościoła Ulicznego, na którym modliłam się o innych. Wiele osób w tym czasie przyjęło Jezusa jako Pana i Zbawiciela, wiele też usłyszało Ewangelię czy po prostu świadectwa uzdrowień, które miały miejsce w życiu moim (uzdrowienie kręgosłupa), czy moich najbliższych (bóle nóg, głowy, brzucha, zatok).

Pod koniec spotkania Kościoła Ulicznego podeszłam do Pana, który okazał się być bezdomnym, ale już nawróconym i który stanął niedaleko Namiotu Uzdrowienia. Przyjął Pana Jezusa do swojego serca kilka tygodni wcześniej na spotkaniu Kościoła Ulicznego dzięki jednemu z braci – Mietkowi. Pan Stanisław, bo tak miał na imię ten człowiek, wydał mi się przygnębiony i rzeczywiście – zapytany, skarżył się na brak miejsca do spania i na to, że jest mu ciężko. Powiedział że, dodatkowo, sporą część pieniędzy z cotygodniowej pensji, wydaje na papierosy. Był bardzo spragniony Bożej interwencji w swoim życiu. Wspominał, że modli się codziennie, że czyta Biblię, ale że tak mało rzeczy się zmienia. Ogarnęło mnie wtedy wielkie współczucie i byłam bardzo dotknięta tym, co przed chwilą do mnie powiedział.

Wspomniał, że jest w stanie sam rzucić palenie, że nie palił już kilka tygodni. Opowiedziałam mu wtedy świadectwo uwolnienia od papierosów jednego z pastorów, które słyszałam kilka tygodni wcześniej – o tym, że on również próbował rzucić palenie sam – 5 razy, ale dopiero Bóg go uwolnił po modlitwie jednego z braci w wierze. Powiedziałam Panu Stasiowi, że Bóg tak samo może zabrać mu ten nałóg – w jednej chwili, w trakcie modlitwy, ale, że on musi na to Bogu pozwolić, że to Bóg ma sobie odebrać z tego należą Mu chwałę, a nie człowiek. Zapytałam krótko: „To co? Modlimy się?” i tak, jak staliśmy – w pobliżu Namiotu Uzdrowienia – zaczęłam się modlić o uwolnienie Pana Stasia od papierosów, prosząc, by jednocześnie on sam dziękował już Bogu za to uwolnienie. Zdążyłam jeszcze opowiedzieć mu o swoim uzdrowionym kręgosłupie i zdrowym sercu naszego synka. Modląc się, ogłaszałam by Pan Stasiu został uwolniony ze wszelkich więzów i pęt, które go krępują – by został wypuszczony na wolność.

Po naszej modlitwie, Pan Stasiu zaczął nagle spokojnie powtarzać: „nie wierzę, nie wierzę„. Dopytywałam go, co się dzieje, czy może poczuł coś szczególnego. Powiedział, że widzi wyraźnie. Zdziwiona zapytałam, czy miał wcześniej jakiś problem ze wzrokiem, a on odpowiedział, że tak, ale, że nikomu o tym nie mówił. Widać było, że był zaskoczony i poruszony. Od razu opowiedział o tym, co się stało innym i koniecznie chciał nam pomagać przy składaniu sprzętu. Powtarzał też szczęśliwy: „chwała Bogu!”. Przyszła wreszcie do jego życia ta długo wyczekiwana przez niego zmiana. Panu Bogu chwała!

Kiedy teraz, po kilku miesiącach, przypominam sobie to wydarzenie, widzę jak wielki i suwerenny w swoim działaniu jest Bóg. Widzę też, jak dobrze zna wszystkie, najskrytsze nawet potrzeby swoich dzieci i zaspokaja je w swojej doskonałej miłości i pełni.

I widzę też, jak Boża Miłość w nas, Boże współczucie do Jego dzieci może przyciągnąć Bożą uwagę i Bożą interwencję. I tak właśnie powinniśmy podchodzić do usługiwania innym – kochając ich tak, jak Bóg pokochał nas.

Zachęcam każdego, by idąc za Bożym głosem, pozwolił się Bogu prowadzić i pozwolił Mu przez siebie działać. Wspaniałe i fascynujące jest to, że wystarczy nasze małe: „tak”, „chcę” i „wykonuję”, a Bóg uczyni z tego CUDowną, ponadnaturalną, zaskakującą i nieprzewidywalną resztę!

----

Moje świadectwo zamieszczone na

http://www.portalcel.pl/bog-cudow-swiadectwo-uzdrowienia/

17:09, emi_grise , UZDROWIENIE
Link

Mogłam zająć się Zosią całościowo – we wszystkich możliwych aspektach, oferując jej wszystko to, co miał dla niej Bóg: uzdrowienie, zbawienie, uleczenie. Cieszę się, że mogłam jej tym wszystkim usłużyć – zajmując się jej ciałem, duszą i duchem – jednocześnie.

 Kilka dni temu dane mi było być po raz 17-ty na spotkaniu Kościoła Ulicznego w Warszawie. Szłam tam w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, jednak psychicznie nie czułam się tego dnia dobrze. Myślałam nawet, że nie będę w stanie do nikogo podejść, żeby porozmawiać i usłużyć mu. Było tak do momentu, kiedy podeszła do mnie Ania, o którą prawie na każdym spotkaniu Kościoła Ulicznego w środę się modlę. Przyprowadziła do mnie swoją znajomą – Zosię i poprosiła o modlitwę dla niej.

Gdy tylko podeszłam do Zosi, moja gotowość do usługiwania innym w ponadnaturalny sposób wróciła, a moje serce było gotowe, by jej usłużyć. Zosia była jak zranione zwierzątko – najpierw nie chciała nic powiedzieć, potem mówiła po trochu, za każdym razem odskakując w bok. Ja za każdym razem szłam za nią i prowadziłam, z wielką miłością, rozmowę tak, by mogła wyrzucić z siebie wszystko to, co ją dotykało. A było tego wiele: smutek po śmierci młodszej siostry – gdy obydwie chorowały na zapalenie płuc, a młodsza siostra umarła – żal do ojca za przemoc fizyczną w domu i skrzywiony kręgosłup po pobiciu, żal do samej siebie za pozostawienie mamy bez opieki. Wszystko to schodziło z Zosi razem ze łzami.  W pewnym momencie Zosia przyznała, że boli ją kolano po wypadku i że kwalifikuje się z nim do szpitala na operację. Zapytałam, czy mogę się o to pomodlić. Zosia zgodziła się. Położyłam ręce na jej chorym kolanie i zaczęłam się modlić. Zapytałam, czy coś czuje, czy mniej boli. Poprawa była w 30%, więc kontynuowałam swoją modlitwę. Tym razem ból już zupełnie ustąpił, a Zosia zaczęła zginać chorą wcześniej nogę i wypróbowywać, czy wszystko jest OK. Było! Powiedziałam wtedy Zosi, żeby miała świadomość, że to właśnie Bóg ją uzdrowił, że kocha ją tak bardzo, że nie chce, żeby Zosia cierpiała. Potem modliłam się jeszcze o jej kręgosłup – ból odszedł, ale potem powrócił do stanu poprawy mniej więcej o połowę. Zosia była z tego i tak bardzo zadowolona. Po tym wszystkim rozmawiałyśmy chwilę o tym, kim jest dla niej Bóg i co uczynił dla niej na krzyżu Pan Jezus. Potem pomodliłyśmy się wspólnie o przyjęcie przez Zosię Pana Jezusa do jej serca i o napełnienie Duchem Świętym, o ponadnaturalny pokój i o to, żeby Bóg zabrał jej wszystkie problemy, troski i kłopoty. Na koniec podarowałam Zosi gedeonitkę i poszły razem z Anią zjeść ciepły posiłek.

Później podeszły znowu do mnie, bo okazało się, że Zosia dostała bólu trzustki, który odzywa się jej właśnie po zjedzeniu czegoś ciepłego. Ból nie minął nawet po zwymiotowaniu tego, co wcześniej zjadła. Najpierw Zosia nie chciała, bym się o nią modliła, ale po chwili wróciła ponownie, bo nie mogła już wytrzymać z bólu. Położyłam swoją rękę w bolącym miejscu na jej ciele i zaczęłam się modlić, żeby ból odszedł. Po raz kolejny tego dnia ból odszedł zupełnie! Chwała niech będzie za to Jezusowi! Chwilę potem nauczyłam Zosię, w jaki sposób ma się modlić i co robić, kiedy jakikolwiek ból znowu powróci. Zachęciłam ją do czytania Biblii i rozstałyśmy się.

Szczerze powiem, że cała ta sytuacja i te właśnie uzdrowienia ucieszyły mnie bardziej, aniżeli ponad dwugodzinne usługiwanie w Płocku 5 lipca, gdzie modliliśmy się non stop o potrzebujących, a uzdrowienia działy się jedno po drugim. Tutaj mogłam zająć się Zosią całościowo – we wszystkich możliwych aspektach, oferując jej wszystko to, co miał dla niej Bóg: uzdrowienie, zbawienie, uleczenie. Cieszę się, że mogłam jej tym wszystkim usłużyć – zajmując się jej ciałem, duszą i duchem – jednocześnie. Nie musiałam się spieszyć – mogłam poświęcić czas i okazać serce – wszystko to tylko dla niej.

Dziękuję Bogu za Zosię i za to, że po raz kolejny mogłam być świadkiem tego, jak Boża Miłość w nas może czynić cuda! Po Zosi były jeszcze 3 osoby, z którymi miałam okazję modlić się i rozmawiać. Jednej z nich podarowałam książkę na temat Bożego uzdrowienia – dla jej znajomej – mamy autystycznej dziewczynki. Wkładając ją przed wyjściem do plecaka wiedziałam, że komuś się tego dnia przyda. Modliłyśmy się także o przyjęcie Jezusa. Inna z kolei pani po rozmowie ze mną i podzieleniu się z nią świadectwem uzdrowienia mojego kręgosłupa, zadzwoniła do swojej kuzynki i przekazała mi słuchawkę – każąc zachęcić kuzynkę do przyjścia i skorzystania z modlitwy o kręgosłup. Tak działa Pan Bóg :).

***

Moje świadectwo zamieszczone na: http://www.portalcel.pl/dotyk-bozej-milosci-swiadectwo-uzdrowienia/

17:05, emi_grise , UZDROWIENIE
Link
poniedziałek, 28 lipca 2014
czwartek, 12 czerwca 2014
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58